Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ 19

- To twoja wina. To ty ich zabiłeś — odezwał się niespodziewanie.

- Nie. To nie może być prawda — krzyknąłem zrozpaczony, upadając na kolana.

Nagle upiór i martwe ciała zniknęły. Z powrotem na polanie pojawiła się Alison i Liam.

- Matko, Andy co ty wyprawiasz? - zapytała zdziwiona Alison.

Spojrzałem zdziwiony na siebie. Klęczałem przed Alison, prawie zapłakany.

- Nic, nic — odpowiedziałem, szybko stając na równe nogi.

- Dobra Liam, przekaz mojemu zakichanemu przyrodniemu bratu, że na jego pytanie odpowiem mu jutro, a teraz ma mnie zostawić w spokoju. Zapamiętałeś? - te słowa skierowała do młodego, który stał obok niej.

W jego oczach było widać rozbawienie. Wiedziałem, że zapewne śmieje się ze mnie, lecz starał się tego nie okazywać głośnym śmiechem. Młody pokiwał głowę na potwierdzenie i ruszył w gąszcze, ponownie przybierając postać ogromnego dzika.

Zostałem z Alison sam na sam.

- Mógłbym się dowiedzieć, co ty zrobiłaś, że widziałem te dziwne rzeczy? - zapytałem, przerywając ciszę.

- Ale jakie dziwne rzeczy? - zapytała zdziwiona.

- Chodzi mi o stos martwych ciał i tego stwora w czarnej pelerynie — wytłumaczyłem pośpiesznie.

- O to ci chodzi. To, co widziałeś przez chwilę to twój największy strach. Boisz się tego i dlatego krzyczałeś na jawie.

- Ale jak to się stało?

- To proste. Czarne smugi, które wyłaniają się przy użyciu daru, powodują zakrycie u ofiar rzeczywistości, zastępując ją widokami z wyobraźni, które są twoim największym strachem.

- Czyli ty jesteś nie tylko medium, ale również strachem? - zapytałem pospiesznie, chociaż wiedziałem, co odpowie.

- Tak, na dodatek jestem córką śmierci.

Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co mam zrobić. Przede mną stoi dziewczyna, przed którą powinienem uciekać gdzie pieprz rośnie, jednak przy niej nie czuję strachu o swoje życie. Mam nawet chęć powiedzieć jej prawdę o mnie.

- A twój prawdziwy dar, na czym polega? - zapytała niespodziewanie.

- Jak to powiedzieć... Potrafię powodować ból. Jednak nie jest to ból fizyczny, lecz umysłowych. Człowiek jedynie odczuwa straszny ból, lecz nie wie, czym jest spowodowany. Dodatkowo przy użyciu daru nie marnuję swojej energii, lecz siłę ofiary, przez co nie ma siły się bronić — odpowiedziałem, uważnie przyglądając się twarzy Alison.

Gdy skończyłem, dziewczyna się zamyśliła.

- Interesujące. Mogłabym cię prosić, abyś w najbliższym czasie nie opuszczał miasta. Możesz mi się przydać — powiedziała po chwili.

- Nie ma sprawy. Z przyjemnością Ci pomogę — odpowiedziałem.

Chyba pierwszy raz udało mi się przekonać jakąś osobę z tego miasta. Kto mógłby pomyśleć, że będzie to we własnej osobie córka śmierci.

Alison

W końcu miałam dobry plan. Jednak do końca nie wiem, czy to na pewno dobry pomysł. Co, jeśli nie uda mi się unicestwić złego brata. Prawdę mówiąc, to jest głupie. Od zawsze chciałam mieć brata, a gdy dowiedziałam się, że go mam, okazuje się, że muszę go zabić. Moje życie jest po prostu do kitu. Czemu to wszystko się zaczęło? Czemu to nie mogę skończyć się samo? Jednak to i tak to mnie wszystko nie ominie.

Ruszyłam wraz z Andy'm w kierunku miasta. Robiło się już późno, a jutro czeka mnie ciężki dzień. Podróż z powrotem minęła nam w milczeniu. Po kilkunastu minutach zatrzymaliśmy się przy drzwiach mojego domu. Spojrzałam na chłopaka. Widać było, że jest zmartwiony. Ręce trzymał w kieszeniach swoich spodni.

- Może chciałbyś u nas przenocować? - zapytałam, przerywając milczenie.

- Nie trzeba. Nie chcę wam przeszkadzać — odpowiedział niepewnie.

- Nie będziesz przeszkadzał. Tata będzie szczęśliwy, że nie będzie musiał mieszkać z samą dziewczyną. Jakby co, do towarzystwa będziesz miał również Philipa — powiedziałam, otwierając drzwi i zapraszając go do środka.

Andy niepewnie wszedł do środka, ja weszłam za nim, zamykając drzwi. W salonie słychać było telewizor. Ruszyliśmy oboje w jego kierunku.

W telewizorze leciał jakiś film, którego nie znałam.

- Co oglądacie? - zapytałam, siadając koło taty i opierając głowę o jego ramię.

- Sam nie wiem. Philip skakał po kanałach, aż trafił na ten film, i co chwile mi spojleruje — powiedz tata z nutą rozbawienia.

- Czemu nie siadasz Andy? - zapytał niespodziewanie Philip.

Chłopak niepewny tego, co robi, podszedł do wolnego fotela i usiadł na nim.

- A wiadomo co z tą dziewczyną z lasu? - zapytałam.

- Jej stan jest stabilny. Lekarka twierdzi, że nic jej nie będzie — odpowiedział tata.

- To dobrze — odpowiedziałam.

Philip

Kiedy film dobiegł końca, zegar wskazywał coś po północy. Tylko ja I Andy jeszcze nie spaliśmy. Wstałem z fotela I podszedłem do śpiącej Alison, która opierała głowę o ramię Grega. Wziąłem dziewczynę delikatnie na ręce, aby móc zanieść ją do sypialni. Nie była zbyt ciężka. W porównaniu z tym, co musiałem już dźwigać od momentu przybycia do miasteczka, to mogłoby się wydawać, że jest lekka jak piórko. Andy nie wiadomo czemu, ruszył za nami. Kiedy znajdowałem się już z Alison w jej pokoju, położyłem ją na łóżko, przykrywając ją brązowym kocem, który leżał złożony na krześle obok łóżka. Przed wyjściem upewniłem się jeszcze, czy na pewno nikogo nie ma w pokoju oprócz Alison, a następnie zamknąłem za sobą drzwi. Na korytarzu czekał na mnie Andy.

-Chodź ze mną na dół, pomożesz mi zawlec Grega do jego łóżka – usłyszawszy to, chłopak zbladł – Nie martw się, nie będziemy musieli wnosić go po schodach.

Nowy uśmiechnął się niepewnie, by potem ruszyć za mną na dół. Beż żadnych wielkich problemów, udało nam się zanieść opiekuna Alison do łóżka. Po wykonanej robocie pokazałem Andy'emu gdzie może spać, a ja wszedłem do tymczasowej mojej sypialni. Zamknąwszy za sobą drzwi, rozejrzałem się po pomieszczeniu. Był to niewielki pokój, z oknem skierowanym na podwórko za domem. Znajdowało się tutaj tylko łóżko I wielka szafa, która stała niedaleko okna. Wiedziałem, że dzisiejszej nocy nie spędzę na spaniu. Prawdę mówiąc, wcale nie potrzebuję snu. Jestem pół człowiekiem pół zjawą, więc wystarczy mi jedynie parę godzin snu na miesiąc. Przybliżyłem się do okna, by wyjrzeć na dwór. Ujrzałem na trawie ciemną postać, patrzącą wprost na mnie. Czekał. Pośpiesznie otworzyłem okno, szybko wyskakując przez nie. Byłem już spóźniony, a wiem, że on nie lubi, gdy to robię. Wylądowałem bez problemu na trawie, która pod wpływem nocy, nie miała w ogóle zielonego koloru. Bardziej przypominała trawę z czarno-białych filmów.

-Myślałem, że się ciebie już nie doczekam – odezwał się do mnie, kiedy przybliżyłem się do niego, że dzielił nas, aby metr.

-Przepraszam Damien, ale musiałem siostrę położyć do łóżka – odpowiedziałem pośpiesznie.

-Dobry z ciebie syn...

ROZDZIAŁ 18

- Mama? - zapytałam, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę.

- Witaj córciu. Jak się miewasz? - odezwała się swoim melodyjnym głosem.

- Nie za dobrze. Wszystko w tak krótkim czasie się pokićkało. Sama nie wiem co mam robić — odpowiedziałam smutno.

- Nie martw się skarbie. Wszystko w końcu się ułoży. Obiecuję ci. Musisz jednak pamiętać, czego cię uczyłam przez całe życie. Pomimo strat, które poniesiesz, nie poddawaj się, a zwyciężysz dobrem. To jest najważniejsze.

- Mamo, ale ja nie wiem, czy dam radę. Nie panuję nad tym wszystkim — powiedziałam, powstrzymując płacz.

Mama przytuliła mnie do siebie. Była zimna, jednak jej uścisk zawsze mnie pocieszał. Poczułam się przy niej bezpieczna i silna.

- Dasz radę, ja w ciebie wierzę — ucałowała mnie w czoło i zniknęła. Poczułam się o wiele lepiej.

Bardzo tęskniłam za nią. Minęło tyle lat od jej śmierci, jednak ona zawsze potrafi tak samo pocieszyć. Pamiętam, jak w wieku czterech lat zmarła babcia. Bardzo płakałam za nią i nie chciałam w ogóle jeść. Mama opowiedziałam mi wtedy historię o duchach, które czuwają nad swoimi bliskimi. Powiedziała mi, że babcia właśnie jest takim duchem, który jest obok mnie, pilnując mnie dzień i noc. Przestałam rozpaczać, wierząc w to, co powiedziała. Jednak nie widziałam duchów. Nie wiedziałam wtedy, że posiadam jakiś dar. Rodzice zadbali o to, abym się nie dowiedziała.

Niespodziewanie na ziemi przede mną wylądował kruk. Przyglądał mi się uważnie, aby po chwili, ponownie wzbić się w powietrze, siadając na moim kolanie.

- No i co ja mam zrobić? - zapytała, pomimo tego, że wiedziałam, że nie uzyskam od niego odpowiedzi.

- Zrób to, co uważasz za słuszne — odpowiedział jakiś obcy głos. Rozejrzałam się dookoła, upewniając się, czy przypadkiem, ktoś się nie pojawił, jednak nikogo nie było. Ponownie spojrzałam na czarnego ptaka.

- Sama dobrze wiesz, jak postąpisz. Jednak musisz się pospieszyć, gdyż nic nie trwa wiecznie. A każda decyzja potrzebuje czasu, którego brak.

Nie wiedziałam, kto do mnie mówi, jednak miał rację. Zostały mi niecałe dwa dni.

Niespodziewanie usłyszałam czyjeś kroki. Kruk odleciał, zostawiają mnie samą, z tajemniczym przybyszem, który się zbliżał. Spojrzałam w kierunku, z którego dochodził dźwięk. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam wychodzącego z krzaków...

Andy

Starając się wyjść z tych gęstych krzaków, w oddali zobaczyłem stary dom. Pamiętałem go bardzo dobrze. Zazwyczaj, gdy wszyscy byli przeciwko mnie przychodziłem do niego, aby pomyśleć. Został mi do przejścia jeszcze jeden krzak. Wszedłem do niego, a gdy przedostałem się na drugą stronę, zobaczyłem ją siedzącą na schodach.

- Co ty tutaj robisz? - zapytała, patrząc w moim kierunku.

- O to samo mógłbym cię zapytać — odparłem, kierując się w jej stronę.

Usiadłem obok niej, lecz ona już na mnie nie patrzyła. Siedziała zamyślona. Byłem ciekawy, o czym myśli, jednak wiedziałem, że się nie dowiem. Byłem pewny, że mnie nie lubi. Zapewne wiedziała już, że nie widzę duchów, ale nie mogę powiedzieć, co umiem naprawdę. Już wolę, aby myśleli, że nic nie umiem. Gdyby się dowiedzieli, co potrafię, unikaliby mnie jak ognia. Nikt nie lubi odczuwać bólu, a ja go właśnie powoduje. Gdy jestem zły, staram się nie patrzeć nikomu w oczy, bo właśnie w taki sposób go sprawiam. Nie lubię go. Jest nieużyteczny. Wolałbym być już wilkołakiem jak moi kuzyni, lecz nie, bo ja muszę być inny. Wolałbym być medium, ale to nigdy nie wypali.

- Nad czym tak rozmyślasz? - zapytała niespodziewanie Alison.

- O niczym, zamyśliłem się po prostu — odpowiedziałem pośpiesznie.

- Nie wydaje mi się, ale jak nie chcesz powiedzieć to nie, ale wiedz, że kłamstwo Ci licho wychodzi — odparła po chwili.

- A tak zostawiając mój temat, to oprócz tego, że widzisz duchy to, co jeszcze umiesz? - zapytałem, zmieniając temat.

- A co ja z tego będę mieć. Nie lubię cię i jakoś nie mam ochoty zdradzać ci wszystkiego o sobie — odpowiedziała.

Wiedziałem, ze się z nią nie dogadam. Zapewne Lucas zdążył ją nastawić przeciwko mnie, ale tak jest zawsze.

Nagle do moich uszu doleciał dziwny ryk, tak jakby niedaleko znajdował się dzik, ale to nie mogło być prawdą. W tutejszych lasach nie żyje nic innego oprócz wilków, a dlaczego tak jest można bez trudu się domyślić.

- Co to może być? - zapytała dziewczyna.

- Podejrzewam, że to... - nie dokończyłem, bo zwierzę wyskoczyło z dwumetrowych, kolczastych krzaków.

Miałem rację. To był dzik, lecz nie zwykły, tylko przerośnięty tak, jak większość zwierząt w tym mieście. Zwierzę szarżowało prosto na nas, jakby coś specjalnie je wypłoszyło.

- Co się dzieje? Co robimy? - zapytała przerażona dziewczyna.

Nie było czasu na tworzenie planu, gdyż dzik biegł bardzo szybko. Nie miałem wyboru. Musiałem działać. Stanąłem na równe nogi i spojrzałem bestii prosto w oczy. Nagle zwierzę rzuciło się na ziemię i zaczęło zwijać się z bólu. Dar zadziałał bez zarzutu. Nie miałem pewności czy na zwierzętach, też działa, ale jak widać, również mogę je nokautować.

Niespodziewanie, bestia zaczęła przemieniać się w człowieka. Alison stanęła obok mnie, przyglądając się ze zdziwieniem przemianie. Zrobiłem kilka kroków do przodu, aby przyjrzeć się zwijającemu się człowiekowi. Był to chłopak o brązowych włosach. Mógł być o dwa lata młodszy ode mnie. Wydawało mi się, że widziałem go niedawno w jakimś sklepie, ale na pewno nie było to w Dark Hills. Oderwałem od niego wzrok, aby przerwać połączenie. Miałem przeczucie, że jeśli dłużej go będzie trzymał potężny ból, to chłopak zemdleje, a chciałem dowiedzieć się czegoś od niego. Kucnąłem obok chłopaka i odwróciłem go na plecy, aby móc patrzeć mu w twarz.

- Kim jesteś i czego chcesz? - zapytałem poważnym tonem.

- Jestem Liam — odpowiedział słabo.

Wiedziałem, że osłabił go mój dar. Używając go, nie używam swoich sił, tylko energię ofiary. Dzięki temu w ogóle się nie męczę, a za to przeciwnik słabnie.

- Ktoś cię tu przysłał? - zapytałem prawie krzykiem.

Nie wiem dlaczego, ale zaczął ogarniać mnie gniew.

- Nie mogę powiedzieć — odpowiedział niepewnie.

- Czekaj mam lepszy pomysł — odezwała się niespodziewanie Alison.

- Niby jaki? - zapytałem, próbując opanować złość.

- Zaraz zobaczysz — odpowiedziała szatynka.

Nie rozumiałem, jednak po chwili stało się coś dziwnego. Na miejscu dziewczyny zobaczyłem kupkę martwych ciał. Rozpoznałem wśród nich ciało Lucasa, Alexa, cioci, Hanka, Stevena, Alice, Nicole oraz ciało Alison. Nagle za nimi wynurzyła się czarna postać. Zaczęła przybliżać się w moim kierunku. Bałem się. Bałem się, co postać w czarnej pelerynie zrobi. Niespodziewanie pochylił się nade mną. Poczułem jego oddech. Zamknąłem oczy, aby przygotować się na atak, który nie nastąpił.

ROZDZIAŁ 12

- Chyba że, jesteś córką śmierci — powiedział zdziwiony Philip.

- Czekaj. Czego córką? - zapytałam z niedowierzaniem.

- Śmierci, ale to nie może być prawda. Z tego, co wiem, śmierć od kilku tysięcy lat nie pojawiała się na ziemi w postaci człowieka. Zabronili jej po ostatnim jego dziecku. Do tej pory nie potrafią go wytropić. Ma dziesięć tysięcy lat, a przez to, że potrafi zmieniać postacie, nikt go nie złapał i unicestwił.

- A ja też potrafię zmieniać postacie?

- Podejrzewam, że nie. Z tego mi wiadomo, każde z jego „dzieci" posiada inny specjalny dar. On potrafił zmieniać postacie, ty natomiast posiadasz zupełnie inny dar, lecz musisz sama go odkryć.

- Co? Chyba cię pogrzało! Po pierwsze moim ojcem nie jest jakaś śmierć, tylko Gregory Black — powiedziałam wkurzona.

Chyba z tym chłopakiem jest coś nie tak. Ja nie mogę być żadnym dzieckiem śmierci. To jest niemożliwe. No może i jestem trochę dziwna, ale to nie oznacza, że Greg nie jest moim tatą. Chyba że... Sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Skąd mam wiedzieć, że chłopak mówi prawdę. Może ma bujną wyobraźnię i wymyśla to sobie. Albo po prostu ja śpię, a to wszystko to zwykły sen. Żeby potwierdzić swoje podejrzenia, uszczypnęłam się mocno w prawą rękę. Zabolało, jednak nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli.

- Co ty wyprawiasz? - zapytał zdziwiony moim zachowaniem chłopak.

- Próbuje się obudzić — odpowiedziała, podchodząc do najbliższego słupa i walnęłam w niego mocno pięścią.

Zabolało jak cholera. Złapałam się za bolącą dłoń.

- I jak obudziłaś się? - zapytał rozbawiony moim zachowaniem.

- Wychodzi na to, że jednak nie śpię — odpowiedziałam, wkurzona nie tylko na chłopaka, ale również na swoją głupotę.

- Może lepiej byś wróciła do domu i zrobiła zimny okład na dłoń. Może i jesteś córką śmierci, ale to nie oznacza, że nie możesz zrobić sobie krzywdy jak zwykli śmiertelnicy.

- Nosz kurde, dzięki za radę, szkoda, ze sama musiałam, się o tym przekonać. I NIE JESTEM ŻADNĄ CÓRKĄ ŚMIERCI!

Ruszyłam w kierunku drogi powrotnej do domu. Dalej trzymałam się za bolącą dłoń, a zarazem niosłam opakowanie makaronu. Kiedy doszłam do domu, szybko poleciałam do kuchni i wyjęłam z zamrażarki woreczek lodu. Poczułam ulgę, kiedy zimno dotknęło bolącego miejsca.

- I jak lepiej? - zapytał ktoś.

Przestraszona odskoczyłam do tyłu, upuszczając woreczek na ziemię.

- Czego tutaj szukasz? - zapytałam wkurzona.

- Chciałem pogadać — odpowiedział spokojnie Philip.

- Ale może ja nie chcę. Mam dosyć już tego wszystkiego. Czemu nie mogę żyć tak jak kiedyś? Mało lubiana. Nie zwracająca na siebie niczyjej uwagi. Chcę być znowu wolna — powiedziałam zrozpaczona.

- Myślisz, że fajnie jest być męską wersją banshee. Moje życie też nie jest usłane różami. Moje związki trwają maximum dwa tygodnie. Dziewczyny, kiedy się dowiadują, kim jestem naprawdę, to uciekają albo próbują to wykorzystać.

Nagle usłyszałam, jak ktoś trzasnął drzwiami wejściowymi. Zdziwiłam się, kiedy na progu kuchni zobaczyłam Lucasa. Był przerażony.

- Co się stało? - zapytałam zdziwiona.

- Hank zaginął. Nie widziałem go od rana. Wiesz przypadkiem, gdzie on może być? - zapytał dalej przerażony.

- Nie wiem, sama go nie widziałam, a ty go widziałeś Philip? - zapytałam chłopaka.

- A jak on wygląda? - zapytał Philip.

- Jest on podobnego wzrostu co ja, sterczące włosy. No nie wiem jak ci go opisać — powiedział nieco zdezorientowany chłopak.

- A nie możesz mu pokazać? - zapytałam.

- Mój dar tak nie działa. Mogę zobaczyć czyjeś wspomnienia, ale nie mogę ich przekazać nikomu.

- Zaczekajcie. Alison przypomnij sobie, jak on wyglądał, a następnie skup się na nim — powiedział nagle Philip.

- Ale niby po co mam to robić, przecież tak go nie znajdę.

- Znajdziesz. Jeśli jesteś tym, co mam na myśli, to znajdziesz go bez problemu, wystarczy się skupić.

- Tak, łatwo ci mówić.

- Proszę. Skup się, on musi być pod ciągłą kontrolą. On ma ADHD, a dodając do tego, że jest wilkołakiem, może z tego wyniknąć niemały problem — powiedział Lucas, chwytając mnie za ramiona.

- Spróbuje, ale nie ma stuprocentowej gwarancji, że mi się uda — powiedziałam.

Lucas puścił mnie, a ja zamknęłam oczy. Starałam się wyobrazić Hanka. Nie było to w ogóle trudne. Kiedy już przed oczami miałam postać chłopaka, poprosiłam, abym mogła, go zobaczyć gdzie jest. Nagle ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam Hanka. Znajdował się w jakimś zaułku, którego nigdy nie wiedziałam. Nie był tam sam. Było z nim jeszcze czworo obcych mi kolesi. Nie zapowiadało się dobrze. Dwóch z nich w ręku trzymało metalową rurę.

- Lucas podaj mi rękę — powiedziałam, a chłopak od razu wykonał moje polecenie.

- Musimy się pospieszyć, bo inaczej będzie krucho — powiedział natychmiast Lucas.

Nagle się ocknęłam. Nie mieliśmy czasu, musieliśmy zjawić się tam, najszybciej jak się dało. Ruszyłam za Lucasem. Musiałam tam być. Już znajdowałam się na progu, gdy nagle Philip złapał mnie za przedramię.

- O co ci chodzi? - zapytałam nieco wkurzona.

- Mam lepszy pomysł, aby się tam dostać. Odpręż się tak jak wcześniej, lecz tym razem skup się na miejscu, w którym go widziałaś.

- Coś ty znowu wymyślił?

- Po prostu użyj daru, bo nie możesz przed nim uciekać. Moc jest częścią ciebie i zawsze nią będzie. Nie masz wyboru, musisz nad nią zacząć panować.

- A może ja nie chcę.

- Musisz. Jeśli jej nie opanujesz, moje poszukiwania ciebie będą na marne. Tylko po to tu jestem. Muszę cię nauczyć posługiwać się darem.

- Nie kazałam ci, abyś mnie szukał.

- Ty nie, ale twój ojciec tak. Widzi w tobie potencjał. Stworzył cię po to, abyś pomagała, a nie zabijała. Nie ma zamiaru powtarzać historii. Twoim najważniejszym zadaniem jest zniszczenie twojego przyrodniego brata, który zabija każdego, kogo spotka na drodze. Musisz zapanować nad darem, bo inaczej zostaniesz tak jak on bezwzględnym zabójcą.

- Nie wierzę ci — krzyknęłam wkurzona.

Miałam już tego dosyć. Ja tak nie chcę żyć. Czemu nie mogę tak jak inni być normalna?

Nagle poczułam dziwny chłód. Ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam głowę w kierunku tajemniczego osobnika i mnie zamurowało.

Moim oczom ukazała się postać inna niż wszystkie. Intruz ubrany był w czarną pelerynę sięgającą do ziemi. Kaptur zakrywał jego oblicze.

- Matko boska — powiedział przerażony Philip.

- Jaka matka? Jestem stu procentowym facetem, a nie jakąś kobietą- odpowiedział żartobliwie upiór i prawą ręką zdjął kaptur z głowy.