Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Philip. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Philip. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ 19

- To twoja wina. To ty ich zabiłeś — odezwał się niespodziewanie.

- Nie. To nie może być prawda — krzyknąłem zrozpaczony, upadając na kolana.

Nagle upiór i martwe ciała zniknęły. Z powrotem na polanie pojawiła się Alison i Liam.

- Matko, Andy co ty wyprawiasz? - zapytała zdziwiona Alison.

Spojrzałem zdziwiony na siebie. Klęczałem przed Alison, prawie zapłakany.

- Nic, nic — odpowiedziałem, szybko stając na równe nogi.

- Dobra Liam, przekaz mojemu zakichanemu przyrodniemu bratu, że na jego pytanie odpowiem mu jutro, a teraz ma mnie zostawić w spokoju. Zapamiętałeś? - te słowa skierowała do młodego, który stał obok niej.

W jego oczach było widać rozbawienie. Wiedziałem, że zapewne śmieje się ze mnie, lecz starał się tego nie okazywać głośnym śmiechem. Młody pokiwał głowę na potwierdzenie i ruszył w gąszcze, ponownie przybierając postać ogromnego dzika.

Zostałem z Alison sam na sam.

- Mógłbym się dowiedzieć, co ty zrobiłaś, że widziałem te dziwne rzeczy? - zapytałem, przerywając ciszę.

- Ale jakie dziwne rzeczy? - zapytała zdziwiona.

- Chodzi mi o stos martwych ciał i tego stwora w czarnej pelerynie — wytłumaczyłem pośpiesznie.

- O to ci chodzi. To, co widziałeś przez chwilę to twój największy strach. Boisz się tego i dlatego krzyczałeś na jawie.

- Ale jak to się stało?

- To proste. Czarne smugi, które wyłaniają się przy użyciu daru, powodują zakrycie u ofiar rzeczywistości, zastępując ją widokami z wyobraźni, które są twoim największym strachem.

- Czyli ty jesteś nie tylko medium, ale również strachem? - zapytałem pospiesznie, chociaż wiedziałem, co odpowie.

- Tak, na dodatek jestem córką śmierci.

Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co mam zrobić. Przede mną stoi dziewczyna, przed którą powinienem uciekać gdzie pieprz rośnie, jednak przy niej nie czuję strachu o swoje życie. Mam nawet chęć powiedzieć jej prawdę o mnie.

- A twój prawdziwy dar, na czym polega? - zapytała niespodziewanie.

- Jak to powiedzieć... Potrafię powodować ból. Jednak nie jest to ból fizyczny, lecz umysłowych. Człowiek jedynie odczuwa straszny ból, lecz nie wie, czym jest spowodowany. Dodatkowo przy użyciu daru nie marnuję swojej energii, lecz siłę ofiary, przez co nie ma siły się bronić — odpowiedziałem, uważnie przyglądając się twarzy Alison.

Gdy skończyłem, dziewczyna się zamyśliła.

- Interesujące. Mogłabym cię prosić, abyś w najbliższym czasie nie opuszczał miasta. Możesz mi się przydać — powiedziała po chwili.

- Nie ma sprawy. Z przyjemnością Ci pomogę — odpowiedziałem.

Chyba pierwszy raz udało mi się przekonać jakąś osobę z tego miasta. Kto mógłby pomyśleć, że będzie to we własnej osobie córka śmierci.

Alison

W końcu miałam dobry plan. Jednak do końca nie wiem, czy to na pewno dobry pomysł. Co, jeśli nie uda mi się unicestwić złego brata. Prawdę mówiąc, to jest głupie. Od zawsze chciałam mieć brata, a gdy dowiedziałam się, że go mam, okazuje się, że muszę go zabić. Moje życie jest po prostu do kitu. Czemu to wszystko się zaczęło? Czemu to nie mogę skończyć się samo? Jednak to i tak to mnie wszystko nie ominie.

Ruszyłam wraz z Andy'm w kierunku miasta. Robiło się już późno, a jutro czeka mnie ciężki dzień. Podróż z powrotem minęła nam w milczeniu. Po kilkunastu minutach zatrzymaliśmy się przy drzwiach mojego domu. Spojrzałam na chłopaka. Widać było, że jest zmartwiony. Ręce trzymał w kieszeniach swoich spodni.

- Może chciałbyś u nas przenocować? - zapytałam, przerywając milczenie.

- Nie trzeba. Nie chcę wam przeszkadzać — odpowiedział niepewnie.

- Nie będziesz przeszkadzał. Tata będzie szczęśliwy, że nie będzie musiał mieszkać z samą dziewczyną. Jakby co, do towarzystwa będziesz miał również Philipa — powiedziałam, otwierając drzwi i zapraszając go do środka.

Andy niepewnie wszedł do środka, ja weszłam za nim, zamykając drzwi. W salonie słychać było telewizor. Ruszyliśmy oboje w jego kierunku.

W telewizorze leciał jakiś film, którego nie znałam.

- Co oglądacie? - zapytałam, siadając koło taty i opierając głowę o jego ramię.

- Sam nie wiem. Philip skakał po kanałach, aż trafił na ten film, i co chwile mi spojleruje — powiedz tata z nutą rozbawienia.

- Czemu nie siadasz Andy? - zapytał niespodziewanie Philip.

Chłopak niepewny tego, co robi, podszedł do wolnego fotela i usiadł na nim.

- A wiadomo co z tą dziewczyną z lasu? - zapytałam.

- Jej stan jest stabilny. Lekarka twierdzi, że nic jej nie będzie — odpowiedział tata.

- To dobrze — odpowiedziałam.

Philip

Kiedy film dobiegł końca, zegar wskazywał coś po północy. Tylko ja I Andy jeszcze nie spaliśmy. Wstałem z fotela I podszedłem do śpiącej Alison, która opierała głowę o ramię Grega. Wziąłem dziewczynę delikatnie na ręce, aby móc zanieść ją do sypialni. Nie była zbyt ciężka. W porównaniu z tym, co musiałem już dźwigać od momentu przybycia do miasteczka, to mogłoby się wydawać, że jest lekka jak piórko. Andy nie wiadomo czemu, ruszył za nami. Kiedy znajdowałem się już z Alison w jej pokoju, położyłem ją na łóżko, przykrywając ją brązowym kocem, który leżał złożony na krześle obok łóżka. Przed wyjściem upewniłem się jeszcze, czy na pewno nikogo nie ma w pokoju oprócz Alison, a następnie zamknąłem za sobą drzwi. Na korytarzu czekał na mnie Andy.

-Chodź ze mną na dół, pomożesz mi zawlec Grega do jego łóżka – usłyszawszy to, chłopak zbladł – Nie martw się, nie będziemy musieli wnosić go po schodach.

Nowy uśmiechnął się niepewnie, by potem ruszyć za mną na dół. Beż żadnych wielkich problemów, udało nam się zanieść opiekuna Alison do łóżka. Po wykonanej robocie pokazałem Andy'emu gdzie może spać, a ja wszedłem do tymczasowej mojej sypialni. Zamknąwszy za sobą drzwi, rozejrzałem się po pomieszczeniu. Był to niewielki pokój, z oknem skierowanym na podwórko za domem. Znajdowało się tutaj tylko łóżko I wielka szafa, która stała niedaleko okna. Wiedziałem, że dzisiejszej nocy nie spędzę na spaniu. Prawdę mówiąc, wcale nie potrzebuję snu. Jestem pół człowiekiem pół zjawą, więc wystarczy mi jedynie parę godzin snu na miesiąc. Przybliżyłem się do okna, by wyjrzeć na dwór. Ujrzałem na trawie ciemną postać, patrzącą wprost na mnie. Czekał. Pośpiesznie otworzyłem okno, szybko wyskakując przez nie. Byłem już spóźniony, a wiem, że on nie lubi, gdy to robię. Wylądowałem bez problemu na trawie, która pod wpływem nocy, nie miała w ogóle zielonego koloru. Bardziej przypominała trawę z czarno-białych filmów.

-Myślałem, że się ciebie już nie doczekam – odezwał się do mnie, kiedy przybliżyłem się do niego, że dzielił nas, aby metr.

-Przepraszam Damien, ale musiałem siostrę położyć do łóżka – odpowiedziałem pośpiesznie.

-Dobry z ciebie syn...

ROZDZIAŁ 17

Nagle wszyscy usłyszeliśmy krzyk. To nie mógł być duch. Spojrzeliśmy po sobie. Każdy z nas był pewny, że to musi być kolejna ofiara. Nawet Andy to wiedział.

Jako pierwsza ruszyłam ja z szarym wilkiem. Nie wiedziałam, dokąd mieliśmy biec, jednak coś ciągło mnie w jednym kierunku. Niespodziewanie wbiegliśmy na nieznaną polanę. Zobaczyliśmy jakąś postać, która była pochylona nad ciałem dziewczyny, która z trudem walczyła o życie.

-Zostaw ją — krzyknęłam, gdy nagle postać zmieniając się w połowie w smugę, skierowała się pośpiesznie w naszą stronę.

Bałam się tego, co nadejdzie. Zamknęłam szybko oczy, gdy niespodziewanie obok mojego ucha przeleciała jakaś rzecz. Gdy otwarłam oczy, zdałam sobie sprawę, że tym przedmiotem była strzała, która wbiła się w klatkę piersiową pół człowieka pół ducha. Spojrzałam w kierunku, z którego dobiegł. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam Grega. Stał tam, trzymając w ręku broń. Cieszyłam się, że go widzę. Nagle na polanę wbiegła reszta. Wilki od razu ustawiły się w pozycji do ataku. Tata razem z Philipem i Andym stanęli obok mnie.

- Witaj siostrzyczko. Znowu się spotykamy — odezwał się jakiś obcy głos w mojej głowie.

Od razu zrozumiałam, że to ten potwór.

- Czego chcesz — powiedziałam na głos.

- Dobrze wiesz czego. Potrzebuję pożywienia, a to jest najłatwiejszy sposób, aby się pożywić.

- Jesteś chory. Jak tak można mordować z zimną krwią. Będziesz gnił w piekle.

- Już tam byłem. A zabijanie jest dla mnie super zabawą. Musisz kiedyś spróbować. Wystarczy, że dołączysz do mnie, a wszystkiego cię nauczę.

- Nie jestem zbytnio zainteresowana.

- Masz dwa dni na rozpatrzenie mojej propozycji. Jednak wiedz, że jeśli mnie nie wybierzesz, czekają cię konsekwencje, a wydaje mi się, że nie chcesz, aby ktoś z twoich nowych znajomych przypłacił za to życiem — powiedziawszy to, postać w pełni przemieniła się w czarną smugę, która po chwili znikła w całości.

- Kto to był? - zapytał niespodziewanie Philip.

- To mój przyrodni brat — odpowiedziałam.

Wszyscy poza mną i Philipem podeszli do dziewczyny. Nie zwlekając, ruszyłam w ich kierunku, zostawiając chłopaka samego. Tata sprawdzał, czy dziewczyna żyje. Zdziwiło mnie to, że pomimo tego, że straciła wiele krwi, dalej trzymała się przy życiu. Miała rozwaloną prawą rękę, a z jej lewej nogi sączyła się obficie krew. Trzeba było się spieszyć. Każda chwila się liczyła.

- Musimy ją szybko zabrać do szpitala — powiedział po chwili tata.

- Mamy za mało czasu. Karetka nie zdąży przyjechać na czas, a na grzbiecie wilka, możemy zrobić jej jeszcze więcej krzywdy — zaczął Andy.

- Chyba że ja ją tam zabiorę. Jednak jest jeden problem — odezwałam się po chwili.

- Niby jaki problem — zapytał zdziwiony Andy.

- Ona nie może jej dotknąć, gdyż przez jej dar może umrzeć — odpowiedział za mnie Philip.

- Dobra. Ja wezmę rudą na ręce, a ty Alison przeniesiesz nas do szpitala w miasteczku — powiedział pewnym głosem tata.

Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Już po chwili znaleźliśmy się na korytarzu szpitalnym. Od razu lekarze, zabrali się za udzielanie dziewczynie pomocy. Wszędzie był tłok. Ciągły szum, krzyki lekarzy, panika, królująca dookoła. Nie mogłam tutaj zostać. Musiałam się stąd jak najszybciej wydostać.

Wyszłam pośpiesznie z budynku szpitala, zostawiając to wszystko za sobą.

To, co dzieje się wokół jest dla mnie zbyt trudne. W ciągu kilku dni mój świat odwrócił się do góry nogami. Dar, który nie wiadomo skąd się pojawił i zniszczył cały mój dotychczasowy świat. Nowi znajomi, który również nie mają łatwego życia, a ja ich wplatałam w jeszcze większe niebezpieczeństwo. Nie wiem nawet, co mam myśleć o propozycji mojego przyrodniego brata, jeśli można go tak w ogóle nazwać. Z jednej strony, jak do niego nie dołączę, skrzywdzi on kogoś z moich znajomych, ale jeśli dołączę do niego, będę musiała zabijać. Jednak czy istnieje jeszcze inny sposób, aby to rozwiązać? Tylko jak?

- Cześć Alison. Co u ciebie? - zapytała niespodziewanie Nicole, siadają obok mnie na murku przed szpitalem.

- Wszystko dobrze — skłamałam — A u ciebie co słychać?

- Również dobrze. Widziałaś ostatnio Hanka? Martwię się o niego. Nie odzywał się do mnie od wczoraj.

- Z nim wszystko dobrze, wczoraj trochę się pobił, ale już mu lepiej.

- To dobrze. Bardzo się o niego bałam — powiedziała z ulgą.

Coś zaczęło mi się wydawać, że Nicole coś czuje do chłopaka. Tylko ciekawe czy on o tym wie. Niespodziewanie podeszła do nas Alice z Alexem.

- I co z tamtą dziewczyną? - zapytała Alice, zatrzymując się przede mną.

- Nie wiem. Nie mogłam tam siedzieć. Zapytaj się mojego taty, on powinien wiedzieć coś więcej. A tak poza tym. Co wy tutaj wszyscy robicie?— zapytałam zdziwiona, ich naglą obecnością.

- Lucas nas powiadomił, co się wydarzyło i prosił, aby sprawdzić, czy wszystko dobrze — odpowiedział pośpiesznie na moje pytanie Alex.

- Dobrze wiedzieć. To ja może już sobie pójdę — powiedziałam, pośpiesznie odchodząc od nich.

Musiałam pomyśleć, a przy nich nie miałam na to szans.

Alex

- Co z nią? - zapytała zdziwiona Alice, gdy Alison niespodziewanie wstała i odeszła od nas.

- Nie wiem, chyba pójdę z nią pogadać — powiedziałem.

- Dobry pomysł — odparła Alice.

Ruszyłem w kierunku Alison. Czułem, że coś ją gryzie, tylko nie wiedziałem co.

- Co się dzieje? - zapytałem dziewczyny, gdy do niej dotarłem.

- Nic — odpowiedziała.

- Przecież wiem, że coś cię gryzie. Czuję to.

- Ty też masz dar?

Pokiwałem głową.

- Musisz wiedzieć, że Dark Hills słynie z tego, że mieszkają tutaj ludzie z nadprzyrodzonymi zdolnościami, a szczególności wilkołaki. Tylko nieliczni nie posiadają żadnych zdolności, jednak jest ich niewielu.

- Tobie może i łatwo jest o tym wszystkim mówić, bo wychowałeś się z tym, ja mam już siedemnaście lat, a dopiero teraz go odkryłam. Byłoby super, gdyby nie dar, który zamiast pomagać, jeszcze bardziej niszczy. Do tego jeszcze głupia propozycja mojego brata.

- Jaka propozycja? - zapytałem zdziwiony.

- Już żadna. Nie mogę ci o niej powiedzieć, to moja własna sprawa — powiedziała i ruszyła biegiem.

Nie mogłem jej pomóc, mimo wielkiej chęci wiedziałem, że musi się ona sama z tym uporać. To jej walka.

Alison

Ucieszyłam się w duszy, że Alex odpuścił. Chciałam zostać sama.

Muszę sobie wszystko w spokoju poukładać. Z chęcią wyjechałabym jak najdalej od tego miasta. Chciałabym zapomnieć o wszystkim i o wszystkich. Jednak teraz na to za późno. Zostałam wplątana w niezłe bagno, z którego nie mogę się wydostać.

Biegłam przed siebie, rozmyślając, kiedy przed sobą zobaczyłam stary opuszczony dom, od którego wszystko się zaczęło. Nie wiedziałam, czemu tutaj dotarłam.

Usiadłam na schodach prowadzących na werandę. Spoglądałam przed siebie, patrząc uważnie na poruszające się konary drzew, które pod wpływem wiatru, wyglądały, jakby tańczyły.

Niespodziewanie poczułam przeszywający mnie chłód. Wiedziałam, że to musiał być kolejny duch. Spojrzałam w prawo.

Koło mnie siedziała spokojnie piękna kobieta. Na oko musiała mieć dwadzieścia pięć lat. Ubrana była w śnieżnobiałą, zwiewną suknię sięgającą do ziemi. Jej brązowe włosy opadały lekko na jej ramiona. Kobieta delikatnie przekręciła głowę w moim kierunku.

Zamurowało mnie to, co zobaczyłam. Znałam tę kobietę bardzo dobrze. Może nawet za dobrze.

ROZDZIAŁ 16

- Nie może mi się, aby wydaje — odparł po chwili ciszy Philip.

- Nie obchodzi mnie czy ci się wydaje, czy nie. Chcę wiedzieć, co miałeś na myśli z tym krukiem — krzyknęłam zdenerwowana.

Miałam w tym momencie ochotę uderzyć chłopaka pięścią w twarz, tylko po to, aby dokończył to, co zaczął mówić. Niespodziewanie kruk zaczął głośno krakać, aby po chwili wylecieć przez rozbite okno. To było dziwne.

- Miałem na myśli to, że mógł być tak jakby doręczycielem, który miał ci coś przekazać, jednak z tego, co teraz zobaczyłem, to nie jestem wcale tego taki pewien — powiedział Philip.

- Ty wiesz, że to, co mówisz, nie mam sensu. To nie możliwe — odparłam, sama nie wiedząc co mam myśleć.

- W tym mieście wszystko może być możliwe — powiedział nagle Lucas.

- Obudziłeś się w końcu. Jak się czujesz? - zapytałam pośpiesznie, zapominając o wcześniejszej rozmowie.

- Lepiej. Już mnie nic nie boli — odpowiedział, siadając na kanapie.

- A pamiętasz coś z wczoraj? - zapytał Philip.

-Nie. Nie mogę sobie nic przypomnieć — powiedział po chwili namysłu.

- Znasz przypadkiem jakiegoś Andy'ego? - zapytałam, przerywając ciszę, która nastała.

- Tak to mój głupi kuzyn, a czemu pytasz?

- Bo jak spaliście, to przyszedł i szukał twojej mamy. Jednak go nie wpuściłam do domu.

- Nie dziwię się, zapewne zdążył cię już czymś wkurzyć. Kazali mu przyjechać, aby rozwiązać z tobą zagadkę morderstw. Ponoć „posiada" dar, chociaż, prawdę mówiąc, nikt mu nie wierzy — powiedział, dając nacisk na posiadanie daru.

- Zobaczy się w praniu, ale najlepiej nie mówić mu na razie co potrafię, bo będzie śledził moje ruchy.

Kiedy skończyliśmy rozmawiać, naszykowałam wszystkim kanapki. Czasami Lucas pojękiwał, że bolą go żebra, ale nie mogłam mu pomóc. Bałam się, że to spowoduje, że będzie się wolniej leczył. Wiedziałam, że mój dar sam zabija rannych, nawet o tym nie wiedząc. Ktoś by mógł pomyśleć, że ten dar jest pomocny, jednak do mnie taki nie jest. To przyspiesza śmierć, jednak to dar dla osób, dla których nie ma już szans na przeżycie. Nie muszą umierać w mękach, gdyż ból znika.

Dowiedziałam się od Philipa, również co powodują te czarne smugi, dzięki, których oprawcy Hanka uciekli w popłochu. Jestem tak jakby strachem. Gdy używam mocy, dla ludzi, którzy mnie widzą, jestem tym, czego się boją najbardziej. Jednak on nie chciał mi powiedzieć, co widział wtedy. Twierdzi, że nic wtedy nie widział, gdyż, on boi się najbardziej ślepoty. Według mnie to głupie, a on po prostu nie potrafi wyznać prawdy.

Po śniadaniu Lucas zadzwonił do mamy poinformować ją, że Andy jest w mieście. Było słychać w całej kuchni, że ucieszyła ją ta wiadomość, jak się później okazało, ona jako jedyna go uwielbia, gdyż jest jej jedynym chrzestniakiem.

Philip natomiast gdzieś zniknął, twierdząc, że musi załatwić coś ważnego. Nie będę się wtrącać w jego życie, jednak zmartwiło mnie to, gdyż od śniadania, był bardzo zamyślony.

Zostawiłam na pewien czas Lucasa samego w domu, gdyż musiałam się odświeżyć, mimo że nie miałam zamiaru iść dzisiaj do szkoły. Poszłam do domu i biorąc z szafy jakieś ubrania, poszłam z nimi do łazienki. Wzięłam szybki prysznic oraz umyłam włosy, które po wysuszeniu uczesałam w koński ogon.

Niespodziewanie usłyszałam dzwonek. Pospiesznie zeszłam po schodach, otwierając drzwi gościowi, jednak gdy zobaczyłam, kto przyszedł, krew się we mnie zagotowała.

Na werandzie stał Andy. Już miałam zamknąć mu drzwi przed nosem, gdy na drodze zobaczyłam dziwną postać. Była to dziewczyna, która miała liczne rany na ciele. Chłopak spojrzał w tym samym kierunku co ja.

- O co chodzi? - zapytał po chwili.

- Nie widzisz jej? - spytałam.

- Niby kogo. Nikogo tam nie ma — powiedział po chwili.

Niespodziewanie dziewczyna zaczęła kierować się w kierunku lasu.

Bez namysłu ruszyłam za nią, a chłopak ze mną. Nie przerywał mi. Wiedział, że coś musi się dziać. Szliśmy spokojnie za zjawą. Prowadziła nas przez kręte ścieżki, które po chwili zmieniły się w krzewy. Było ich coraz więcej, przez co było coraz trudniej przechodzić. Jednak się nie zatrzymywałam. Chciałam za wszelką cenę dowiedzieć się, gdzie ona zmierza. Niespodziewanie dziewczyna zatrzymała się przed krzakiem wysokim na dwa metry. Zatrzymałam się obok niej. Nagle zobaczyłam coś między gałęziami. Schyliłam się, aby zobaczyć, co to jest. Przeraziłam się, gdy przed moimi oczami zobaczyłam zwłoki jakiejś dziewczyny. Po chwili zrozumiałam, że to po to zjawa nas tutaj przyprowadziła. Spojrzałam w jej stronę, lecz jej już nie było.

- Co tam znalazłaś? - zapytał niespodziewanie Andy.

- Sam zobacz — powiedziałam, a on podszedł, aby spojrzeć na znalezisko.

- Matko, co się jej stało? - zapytał nagle.

- A skąd mam wiedzieć, jedynie mam pewne podejrzenia — odpowiedziałam.

Niespodziewanie usłyszałam swój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Był to obcy numer. Odebrałam.

- Słucham — odezwałam się, przykładając telefon do ucha.

- Alison gdzie jesteś, byłem u ciebie w domu, ale cię tam nie było — odezwał się rozmówca. Po głosie wywnioskowałam, że jest zdenerwowany.

- A kto mówi? - zapytałam.

- Lucas, a jeśli chcesz wiedzieć, skąd mam twój numer, to dał mi go twój tata — powiedział.

- Jestem z twoim głupim kuzynem w lesie, znalazłam zwłoki.

- Dobra. Nie ruszaj się, za chwilę zjawimy się tam, powiedz Andy'emu by nic nie tykał.

- Dobrze — powiedziałam, po chwili naciskając czerwoną słuchawkę.

- Czemu uważasz, że jestem głupi — zapytał nagle chłopak.

- Większość w Dark Hills tak uważa. Ponoć posiadasz jakiś dar. Zgadza się? - zapytałam go.

- Tak. Potrafię kontaktować się z duchami — odpowiedział dumny.

- A potrafisz je zobaczyć?

- No jasne, że tak.

- To bardzo ciekawe. Skoro potrafisz widzieć duchy to, czemu nie widziałeś zjawy dziewczyny, która nas tutaj przyprowadziła.

- Serio, gdzie ona jest? - zapytał podekscytowany.

- Już znikła. Podejrzewam, że ten twój dar to pic na wodę.

- A skąd mam wiedzieć, czy ty po prostu mnie nie wrabiasz.

- Spytaj swojego kuzyna, on prawdę ci powie.

- Ta pewnie

Niespodziewanie na z pobliskich krzaków wyskoczyły trzy przerośnięte wilki. Na środku stał czarny, a po bokach brązowy i szary. Podejrzewałam, że na środku stał Lucas, a jego towarzysze to Hank i Steven. Po chwil również pojawił się zziajany Philip. Mogłam się tego spodziewać. Wszyscy przyglądali się mu, kiedy próbował umiarkować oddech.

- Co się tak patrzycie. Nie widzieliście nigdy zmęczonego człowieka — warknął, kiedy w końcu mógł normalnie oddychać.

Powoli czarny wilk zbliżył się do krzaków. Nagle zobaczyłam, jak ktoś chowa się za drzewami. Nie wiedziałam dokładnie, kto to był, jednak byłam pewna, że nas śledzi. Szary wilk zobaczył, że się komuś przyglądam. Spojrzał pośpiesznie w kierunku, gdzie stał nieznajomy. Niespodziewanie intruz zmienił się w mgłę, która po chwili zniknęła. Kto to mógł być?

ROZDZIAŁ 15

W duszy ucieszyłam się, kiedy Lucas otworzył oczy. Dzięki temu byłam pewna, że wyzdrowieje.

Tylko pomyśleć, że gdyby nie Philip, przez przypadek zabiłabym Lucasa, nawet o tym nie wiedząc, a to tylko wina mojego przeklętego daru, o którego nie prosiłam.

Już następnego dnia rano miejscowy lekarz przyjechał do niego, ponownie połamać żebra, aby mogły się odpowiednio zrosnąć. Jak się okazało, nie był to pierwszy raz, gdy musiał to robić chłopakowi, gdyż już nie raz miał złamane żebra i to zazwyczaj przez własną głupotę.

Po godzinie chłopak czuł się o wiele lepiej. Nie wróciłam na noc do domu, jak i również nie miałam ochoty iść dzisiaj do szkoły. Pani Thompson pozwoliła mi zostać przy Lucasie. Philip z nudów usnął na podłodze. Nie chciałyśmy go budzić, więc sąsiadka przykryła go kocem, a pod głowę położyła poduszkę, aby było mu wygonie. Ja natomiast nie miałam ochoty w ogóle spać.

W międzyczasie tata (Greg) mnie odwiedził, kiedy wrócił z wyjazdu. Wytłumaczyłam mu, co się stało, jednak ukryłam przed nim większość faktów, gdyż sama nie byłam pewna czy warto o tym mówić.

Po wizycie lekarza mama Lucasa poszła do pracy w pobliskim sklepie, więc z domu zostałam jedynie ja i śpiący chłopcy. Poszłam do kuchni zrobić sobie coś do picia, gdy nagle usłyszałam dźwięk tuczącej się szyby. Przestraszyłam się nie na żarty. Szybko ruszyłam w kierunku hałasu, który dobiegał z salonu. Chłopacy pomimo tego dalej słodko spali. Zdziwiłam się, kiedy na ziemi pośród kawałków szkła zobaczyłam szamotającego się kruka. Był w coś zaplatany. Powoli podeszłam do niego, nie wiedząc co mam zrobić. Nagle ptak przestał się ruszać. Przerażona zbliżyłam się do niego tak blisko, bym mogła z niego zdjąć sieć. Kiedy wyswobodziłam go, że wszystkich sznurków, on niespodziewanie otworzył szeroko oczy, jednak nie odleciał. Stanął jedynie do pionu i przyglądał mi się uważnie. Ja również nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Sam nie wiedziałam, czemu ten zwykły, czarny ptak tak na mnie działał.

Po chwili do mojej głowy dobiegł dźwięk dzwonka do drzwi. Wstałam z kolan i ruszyłam w kierunku drzwi. Otworzyłam je, a moim oczom ukazał się starszy ode mnie chłopak. Miał krótko obcięte włosy, które postawił na jeża.

- Cześć, jestem Andy, zostałem przypadkiem panią Thompson? - zapytał, kiedy mnie zobaczył.

- Przykro mi, ale niecałą godzinę temu poszła do pracy. A w czym mogę pomóc? - zapytałam.

- Kazali mi przyjechać w bardzo ważnej sprawie. Może słyszałaś o dziwnych rzeczach, które dzieją się w mieście?

- Każdego, kogo byś zapytał, odpowiedziałby, że wie. Przecież to rozniosło się po całym mieście — odpowiedziałam, gdy nagle na moim ramieniu usiadł kruk, którego chwilę temu uwolniłam z sieci.

- Matko, co ten ptak tu robi? - zapytał nagle zdziwiony Andy.

- Prawdę mówiąc to nie wiem, ale jest bardzo miły.

- Tak, dopóki ci oczu nie wydłubie. Ty jesteś chyba świrnięta, że pozwalasz temu brzydactwu siadać na ramieniu.

- Żebyś ty zaraz nie był świrnięty. A tak poza tym to, czego chcesz od mamy Lucasa? - zapytałam już nieco wkurzona na chłopaka.

- To moja ciocia. Chciałem się spytać, gdzie jest klucz od tamtego domu, bo nie mogę go znaleźć — powiedział, wskazując na moje tymczasowe lokum.

- Po pierwsze nie dostaniesz do niego klucz, gdyż ja tam mieszkam, a ze mnie wkurzyłeś, to nawet nie masz co liczyć, że pozwolę ci do niego wejść. Jeśli coś ci nie pasuje, to idź do motelu lub musisz poczekać na panią Thompson — powiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.

Wróciłam do pokoju i usiadłam wygodnie w fotelu. Musiałam się uspokoić. Będę się cieszyć, jeśli go już nigdy nie zobaczę.

Chłopaki spali sobie spokojnie. Starałam się odprężyć. Ptak stał aktualnie na stole, przyglądając się wszystkiemu dookoła. Z nudów wzięłam pilota do ręki i włączyłam telewizor. Ustawiłam głośność na jak niższą, aby nikogo nie obudzić. Zaczęłam szukać czegoś ciekawego. Nagle znalazłam wiadomości. Prezenterka za wzięcie mówiła coś o jakimś tajemniczym mężczyźnie, który morduje ludzi. Ponoć jakaś kobieta widziała go, jak zabijał. Twierdziła, że o mały włos sama nie przypłaciłaby życiem. Powiedział do niej, że ma się cieszyć, bo jest już najedzony, ale że następnym razem ją dopadnie. Pokazali nawet rysunek, które ponoć miało go przedstawiać. Wyjęłam telefon i zrobiłam szybko zdjęcie, gdyż nigdy nie wiadomo czy się nie przyda. Nagle coś usłyszałam. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam, jak Philip się przeciąga. Nagle spojrzał na stół, na którym stał kruk.

- A on co tu robi? - zapytał zdziwiony.

- Wpadł przez okno, kiedy spaliście. Uwolniłam go z sieci, a zamiast odlecieć, został — odpowiedziałam spokojnie.

- Interesujące — powiedział i się zamyślił.

- A to niby czemu? - zapytałam zaciekawiona.

- Jeszcze nie widziałem, aby kruk z własnej woli został przy kimś. Chyba że...

-Chyba że co? - wtrąciłam się, kiedy chłopak zrobił przerwę, która ciągła się nieubłaganie.

ROZDZIAŁ 14

Robiło się coraz ciemniej. Zabierając ze sobą nieprzytomnego chłopaka, wyszliśmy z zaułka, aby poszukać samochodu.

Ja miałam łatwe zadanie. Wystarczyło, że przy każdym samochodzie sprawdzić pilotem czy reaguje. Gorzej miał natomiast Philip. Musiał nieść nieprzytomnego Hanka.

Niespodziewanie zobaczyłam na sąsiedniej ulicy stojący samochód, który do złudzenia wyglądał tak samo, jak ten, którym przyjechał po mnie chłopak, gdy zabierał mnie na imprezę. Przeszłam szybko przez trawnik dzielący mnie od niego i nacisnęłam guzik pilota. Zareagował.

Podbiegłam do Philipa, który z trudem starał się utrzymać wilkołaka w pionie. Pomogłam im dojść do samochodu. Położyliśmy Hanka na tylnym siedzeniu. Mój nowy znajomy usiadł na miejscu kierowcy, a ja zajęłam miejsce pasażera.

Chłopak wsadził kluczyk do stacyjki i nic więcej nie zrobił.

- Wiesz co dalej zrobić? - zapytał po chwili zupełnie spokojnie.

- Tylko mi nie mów, że nie umiesz prowadzić samochodu — powiedziałam przerażona.

- Żartowałem. Musiałaby widzieć swoją minę — odezwał się rozbawiony.

Wkurzona uderzyłam go lekko w ramię. Chłopak odpalił bez problemu i już po chwili jechaliśmy w kierunku Dark Hills. Podróż minęła nam spokojnie. Nic dziwnego się nie wydarzyło, jedynie Hank co chwilę dziwnie powarkiwał. Kiedy znajdowaliśmy się już na miejscu, Philip zaparkował samochód przed domem państwa Thompsonów. W tym samym momencie co wysiadłam z pojazdu, z domu wybiegła przerażona mama Lucasa, zmierzając w naszą stronę. Zobaczyła na tylnym siedzeniu nieprzytomnego chłopaka. Poprosiła nas, abyśmy go zanieśli do salonu, aby tam położyć go na kanapie, a ona zajmie się resztą.

Kiedy Hank leżał już wygodnie na kanapie, razem z Philipem wróciliśmy do mojego domu. Naszykowałam nam kanapki do jedzenia, gdyż nie miałam już ochoty robić spaghetti. Zrobiłam nam również po kubku owocowej herbaty.

- Masz gdzie nocować? - zapytałam, kładąc przed chłopakiem kubek z ciepłym napojem.

- Znajdę jakiś nocleg w motelu. A czemu pytasz?

Sama nie wiem czemu, ale wpadł mi pewien pomysł, aby odwdzięczyć się chłopakowi, który naprawdę mi pomógł. Pomimo że go nie znałam, czułam, że on może pomóc mi w tym wszystkim, co się wokół mnie dzieje.

- Bo jakbyś chciał, mógłbyś u nas przez pewien czas pomieszkać. Mamy wolne miejsce, a mojemu tacie na pewno nie będzie to przeszkadzać, w szczególności, że będzie miał z kim pogadać o męskich sprawach, a ja przy okazji nie będę musiała oglądać z nim jutrzejszego meczu.

- To jak nie będę przeszkadzać, to z chęcią zostanę — powiedział i upił łyk herbaty.

Nagle jego wzrok zmętniał. Jego gałki oczne zrobiły się całe białe. Wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego...

Lucas

Dobiegłem na miejsce najszybciej, jak tylko mogłem. Jednak nikogo tam nie było. Na ziemi jedynie leżały dwie metalowe rury, które ktoś musiał zgubić. Wyczuwałem zapach przyjaciela, lecz nigdzie go nie było. Dotarł również do mnie zapach, który dobrze znałem. Nie mogłem tylko przypomnieć, od kogo on należał. Nagle poczułem, jak wibruje mi telefon w kieszeni. Pospiesznie wyjąłem go i spojrzałem, kto dzwonił. Był to numer mojej mamy. Szybko odebrałem.

- Słucham — powiedziałem.

- Synku wracaj do domu. Hank jest u nas cały. Alison i jej kolega go przywieźli — powiedziała spokojnie.

Było to nieco za dziwne, ale jednak w duchu się ucieszyłem, że mój przyjaciel jest cały. Jedyne co mnie zastanawiało, to jak dziewczyna znalazła się z tym dziwnym kolegą tak szybko tutaj. Przecież na pewno nie przybiegli, gdyż ja wyruszyłem szybciej od nich.

- Dobrze. Zaraz będę — powiedziałem i się rozłączyłem.

Nagle poczułem jakiś obcy zapach. Towarzyszył mu ciężki oddech jakiegoś mężczyzny. Nie miał on jednak dobrych intencji. Odwróciłem się powoli i zobaczyłem wysokiego mężczyznę. Musiał mieć około trzydziestki. Wydawało mi się, że gdzieś go już kiedyś spotkałem, lecz nie mogłem sobie przypomnieć. Nie widziałem, aby miał jakąś broń. Jednak coś mi tutaj nie pasowało. Niespodziewanie mężczyzna przemienił się w wilkołaka, lecz nie był on taki jak ja. Wyglądał bardziej tak jak te, co wykreował świat telewizji. Wysoki, brzydki, łysiejący, który potrafi stać na dwóch tylnych łapach. Pierwszy raz widziałem takiego typu stwora. Nawet nikt z miasteczka tak nie potrafił. Wyglądaliśmy jak przerośnięte wilki, które miały zaburzenie hormonu wzrostu. Mężczyzna zaczął na mnie warczeć, aż po chwili się na mnie rzucił. W ostatnim momencie zdołałem się przemienić. Bestia przygwoździła mnie do ziemi. Próbował mnie zabić jednak miałem dość siły, aby się nie dać. Nagle spojrzałem w jego umysł. Zobaczyłem kobiety. Mnóstwo kobiet, które za każdym razem kończyły martwe. Jedną z nich była moja Rose. Była tak samo ubrana, jak w dniu swojej śmierci. Kłóciła się z nim. Odpychała go od siebie. Dziewczyna wsiadła do samochodu i odjechała od niego jak najszybciej. Jednak on nie chciał dać za wygraną. Wsiadł do swojego wozu i zrzucił jej samochód z pobliską przepaść. Wyciągnął ją z samochodu. Wciąż żyła, jednak on jej nie pomógł. Wziął do ręki duży odłamek szkła i wbił go w jej klatkę piersiową. Był dumny z tego, co zrobił. Nagle jego myśli znikły. Wróciłem do rzeczywistości.

To on zabił moją Rose. Obiecałem, że ją pomszczę i dotrzymam obietnicy. Zrzuciłem potwora z siebie. Staliśmy teraz naprzeciwko siebie. Zaczęliśmy walczyć. Wygrywałem, gdy nagle mój przeciwnik wymruczał coś pod nosem. Niewidzialna siła rzuciła mnie o betonowy mur. Poczułem, jak coś we mnie pęka. Nie był to na szczęście kręgosłup. Pod wpływem uderzenia złamałem kilka żeber. Znajdowałem się na przegranej pozycji. Mogłem się pożegnać z życiem. Mężczyzna podszedł do mnie już w ludzkiej postaci. Zaczął coś do mnie mówić, lecz go nie słuchałem. Zobaczyłem, jak zbliża się do nas jakąś postać. Myślałem, że to anioł. Powiedział coś do mężczyzny, który natychmiast uciekł. Anioł był taki piękny. Wyglądał zupełnie tak samo, jak Alison. Podszedł do mnie i złapał mnie za dłoń. Poczułem ulgę. Nic mnie już nie bolało.

- Kocham cię — powiedziałem resztkami sił.

Zawsze chciałem powiedzieć to Alison. Jednak bałem się. W tej chwili chciałem, aby wiedziała, do niej czuję. Mimo że nie była to ona, musiałem to powiedzieć. Może kiedyś ten piękny anioł powie jej, co do niej czuję. Zamknąłem oczy. Nie miałem już na nic sił. Poddałem się. Usnąłem.

Philip

Dotarliśmy na miejsce w ostatniej chwili. Minutę później i już mogłoby być po nim. O dziwo zamaskowany mężczyzna szybko uciekł. Kto mógłby się spodziewać, że na dźwięk głosu Alison zwieje. Jak zwykle trzymałem się z tyłu. Nic nie mogłem zrobić. Jedyne co potrafiłem doskonale to przeczuwać czyjąś śmierć. Na szczęście niektórych można przed nią uratować. Dziewczyna od razu podbiegła do chłopaka i złapała go za rękę. Chłopak uśmiechnął się.

- Kocham cię — powiedział po chwili i zamknął oczy.

Umierał. Nagle mnie olśniło.

- Odsuń się od niego Alison — krzyknąłem od razu.

- Niby czemu? - spytała przez łzy.

- Ty zabierasz ból, a na łożu śmierci nie czuje się nic. Przez ciebie on się nie uleczy i umrze — odpowiedziałem.

Dziewczyna szybko się odsunęła, puszczając jego dłoń. Niespodziewanie twarz chłopak przybrała grymas bólu. Dziewczyna wtuliła się w mój tors. Wiedziałem, że ona nie może patrzyć, jak on cierpi. Bolało ją to również mocno co jego. Owinąłem ją jedną ręką w pasie, a drugą pogłaskałem po włosach.

- Wszystko będzie dobrze, Lucas przeżyje — powiedziałem, pocieszając ją.

Chłopak coraz bardziej wywijał się w bólu. Zapewne kości starały się zrosnąć. Jednak zapewne jak wrócimy do Dark Hills będzie trzeba mu je ponownie złamać, aby mogły się zrosnąć, jak należy. Po kilku minutach leczenie dobiegło końca. Musieliśmy ponownie się przenieść do miasteczka. Wziąłem nieprzytomnego chłopaka na ręce. Nie było to łatwe, gdyż ważył nieco więcej niż Hank. Alison starając się nie dotykać Lucasa, przeniosła nas do jego domu. Jego mama omal nie zemdlała, kiedy zobaczyła nas w pokoju ze swoim nieprzytomnym synem.

- Co się stało? - zapytała, siadając na fotelu.

- Philip miał wizję, jak Lucas umiera, więc zaczęliśmy go szukać, aż w ostatnim momencie go znaleźliśmy — powiedziała Alison w skrócie, opisując wszystko, przy okazji pomijając parę szczegółów. Nie dziwię się jej, na miejscu matki chłopaka, też wolałbym tych szczegółów nie wiedzieć. Położyłem chłopaka na kanapie, z której zszedł Hank, aby ustąpić miejsca swemu towarzyszowi. Padałem z wykończenia. Ręce strasznie mnie bolały od tego wszystkiego. Usiadłem w koncie, aby nieco odpocząć. Niespodziewanie stanęła przede mną mama chłopaka.

- Dziękuję ci za wszystko. Dzięki tobie mój synek żyje. Jak mogę ci się odwdzięczyć? - zapytała, kucając przede mną.

- Nie musi pani nic dla mnie robić. Taka jest moja rola w tym wszystkim — odpowiedziałem.

- Nie rozumiem. Jednak jeśli byś czegoś potrzebował, to wiesz gdzie mnie szukać — rzekła kobieta i powróciła do syna.
Spojrzałem na Alison. Patrzyła zrozpaczonym wzrokiem na nieprzytomnego chłopaka. Nie spodziewałem się, że córka śmierci może być tak naturalnie ładna. Zazwyczaj jak jakąś spotykałem, to miała tonę tapety na twarzy. Gdybym nie widział, że między Alison a Lucasem coś jest, to zapewne zarywałby do niej. Na początku chciałem jedynie zagadać. Nie wiedziałem wtedy, kim jest. Teraz wiem i jeszcze bardziej mnie do niej ciągnie. Nie mam jednak szans. Gdybym był na jej miejscu, kogo bym wybrał? Wilkołaka czy męską wersję banshee? No jasne, że wybrałbym jego. Nie mam u niej szans. Jedynie co mi zostaje to zostać jej przyjacielem. Kurde, czemu to takie trudne. W szczególności, że jest moją siostrą. No dobra, nie jesteśmy wcale spokrewnieni, mimo że mamy wspólnego ojca, lecz ja do końca nie jestem tego pewien. Może i mam dar powiązany ze śmiercią, jednak nigdy się do mnie nie odezwał jak do syna, jednak ja go tak traktuję, gdyż się mną opiekuje.

Spojrzałem ponownie na dziewczynę, która nawet nie zmieniła pozycji, w jakiej przyglądała się Lucasowi.

Kurde, Damien czemu mi nie powiedziałeś, że ona jest taka ładna.

Nagle dziewczyna spoważniała. Wstałem z ziemi i szybko podeszłam do nich. Zobaczyłem, jak chłopak powoli otwiera oczy...

ROZDZIAŁ 13

Moim oczom ukazał się ludzki szkielet, bez oczu. Ze strachu omal nie dostałam zawału. Powoli cofnęłam się od monstrum.

- O co chodzi? - zapytał, zdziwiony moim zachowaniem.

Philip szybko zdjął lustro, które wisiało na ścianie koło lodówki i podał je mężczyźnie.

- O matko, zapomniałem, że nie zmieniłem postaci — powiedział i jednym ruchem ręki przybrał postać człowieka z krwi i kości oraz skóry.

Był to wysoki brunet, który na oko miał około czterdziestu lat. Posiadał lekki zarost. Mężczyzna okręcił się raz wokół własnej osi, a jego szata zmieniła się w szary podkoszulek, skórzaną kurtkę i potargane dżinsy.

- O wiele lepiej — powiedział po chwili i odłożył lustro na blat stołu.

- Kim ty jesteś? - spytałam zainteresowana.

- Można tak powiedzieć, że jestem twoim biologicznym ojcem, a z zawodu jestem śmiercią — odpowiedział spokojnie, pokazując przy tym rząd śnieżnobiałych zębów.

- Co? - zapytałam zszokowana — To nie jest możliwe. Ty nawet nie jesteś do mnie podobny.

- Może z wyglądu to nie, ale oczy to masz po mnie i to na dodatek w obydwu postaciach. Natomiast urodą bardzo przypominasz swoją matkę. Była taka piękna, kiedy się poznaliśmy, później również, ale to nieco za moją pomocą ciągle wyglądała tak młodo. Nie mogłem jej odmówić jak przyszła prosić mnie o pomoc razem z Gregiem. Nie mogłem im odmówić, jednak wiedzieli, że mogą być tego efekty uboczne, czyli twój dar.

Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie codziennie ludzie się dowiadują, że ich rodzicem jest sama śmierć. Czy to w ogóle brzmi racjonalnie? Ojciec śmierć.

- Więc znasz już prawdę o sobie i wiesz, jakie jest twoje zadanie. Jak chcesz, możesz wzywać mnie, kiedy nie będziesz czegoś wiedziała. Również możesz pytać się Philipa, on jest we wszystko wtajemniczony. W wolnych chwilach będę cię odwiedzał — powiedział mężczyzna.

- Co czy ty uważasz, że ja ci ot, tak uwierzę. To wszystko staje się jeszcze dziwniejsze. To nie ma sensu... - mówiłam bez przerwy, nie mogąc uwierzyć w to wszystko, co się dzisiaj dzieje.

- Jesteś skarbie. Ja to wiem, ty też to wiesz, jednak nie chcesz tego do siebie dopuścić — powiedział spokojnie mężczyzna, kładąc na moim poliku swoją dłoń.

Nagle przed moimi oczami pokazał się obraz. Rodzice rozmawiali z tym mężczyzną. Mama płakała, jednak pomimo to prosiła, aby to zrobił. Potem mój poród. Twarze uradowanych rodziców. Ten mężczyzna odwiedzający nas w moim dawnym domu. Choroba mamy.

On wiedział wszystko. To było tak, jakby on obserwował mnie na każdym kroku. Znał każdy mój ruch, a pomimo tego ja go nie znałam. Nie pamiętałam go, nawet jak odwiedzał moich rodziców. To było dziwne, a jednak prawdziwe. On jednak był moim ojcem, ale jeśli ten mężczyzna jest moim biologicznym tatą, to kim jest dla mnie Greg. Tatą, czy jednak zupełnie obcą osobą, ale ja tego tak nie odczuwałam. To właśnie Gregory był przy mnie. To on pomagał mi w lekcjach, opiekował się mną przez całe życie, chronił mnie przed niebezpieczeństwami całego świata. To on był dla mnie prawdziwym tatą, a nie ten dla mnie obcy mężczyzna.

- Jak masz na imię? - zapytałam po chwili, sama nie wiedząc, czemu to robię.

- Damien — odpowiedział — Dobrze, muszę już wracać, bo praca wzywa. Jak co mogę was podrzucić do tamtego zaułka. Będziecie szybciej tam niż Lucas, a możecie mu się przydać — zaproponował mężczyzna.

Zgodziłam się. Damien bez problemu przeniósł nas na miejsce. Zobaczyłam, jak jeden z kolesi uderzył Hanka metalową rurą w głowę.

- Zostawcie go — zawołałam.

Mężczyźni od razu się odwrócili w moją stronę.

- Patrzcie, kogo my tu mamy. Lalunia z kolegą chce pomóc naszemu mięczakowi. Na waszym miejscu wróciłbym do domu — odezwał się jeden z kolesi.

- To, czemu nie wrócisz. Wiedz, że niebezpieczeństwo czai się wszędzie, a tutaj już na pewno — powiedziałam.

Nie wiem czemu, ale dostałam nagły przypływ odwagi. Nie bałam się w ogóle tych gości.

- Uuu, jaka mądra, jednak nie radzę z nami zadzierać, bo może się to skończyć dla ciebie źle — powiedział inny.

- Nie boję się was, to wy powinniście się mnie lękać — odparłam.

Jeden z chłopaków zaczął kierować się w moją stronę. Zatrzymał się dopiero pół metra przede mną. Był to wysoki szatyn z małym zarostem. Nie rozumem czemu każdy chłopak, którego spotkam, musi być ode mnie wyższy. Chłopak przejechał palcem po moim policzku.

- Nawet jesteś ładna. Nie chciałbym, aby taka dziewczyna jak ty miała zmasakrowaną twarz. Jednak jeśli nie odejdziesz stąd, będę musiał to zrobić — powiedział po chwili i przybliżył się, aby dać mi buziaka.

Korzystając z okazji, uderzyłam kolesia kolanem w krocze, odsuwając się szybko. Chłopak zwinął się z bólu. Nagle jego kolega do mnie podbiegł i uderzył mnie pięścią w twarz. Policzek zrobił się gorący z bólu. Chwyciłam się za nie dłońmi. Poczułam wściekłość. Nie mogę puścić tego płazem. Opuściłam rękę i spojrzałam wściekłym wzrokiem na oprawcę. Poczułam jak wściekłość, rozprzestrzenia się po moim ciele. Czułam się silniejsza. Nagle chłopak zaczął się cofać przerażony. Musiało się ze mną dziać coś dziwnego. Spojrzałam na dłonie. Ze skóry wyłaniały się czarne smugi, które zazwyczaj widniały jedynie na moich zdjęciach. Nie przestraszyłam się tego. Jedynie co teraz czułam to złość i siłę, która coraz bardziej wzrastała we mnie. Wszyscy co znajdowali się w zaułku byli przerażeni.

- Co to kurwa jest? - zapytał jeden z nich.

- Jestem twoją największą zmorą. Jestem córką najpotężniejszej istoty na świecie — powiedziałam, ale tak jakby nie swoim głosem.

Był on potężny, przyprawiał on o gęsią skórkę. Sama nawet nie chciałam tego powiedzieć, to tak samo wypłynęło z moich ust.

Niespodziewanie napastnicy zaczęli uciekać jak najszybciej. Kiedy już nie został po nich żaden ślad, no oprócz rur, które zgubili, kiedy wybiegali w popłochu, podbiegłam szybko do Hanka, który leżał zdezorientowany na betonie. Z trudem starał się nie zemdleć. Na czole miał ranę, z której powoli sączyła się krew.

- Ty jesteś ranny — powiedziałam, już nieco spanikowana.

- To nic takiego, takim jak my szybko się goją rany — odpowiedział ostatkiem sił.

- Jakoś nie widać, abyś miał się uleczyć — stwierdził po chwili Philip.

Położyłam na czole Hanka dłoń, aby sprawdzić, czy przypadkiem nie ma gorączki.

- Zostaw ją tam, przynajmniej tak nie boli — powiedział chłopak, chwytając moją dłoń i kładąc ją z powrotem na swoim czole.

Zapadła cisza. Ja kucałam obok Hanka, trzymając dłoń na jego czole, a Philip stał nad nami, się przyglądając.

- Jak my go przeniesiemy do Dark Hills? - zapytał Philip, przerywając ciszę.

- Nie daleko stoi mój samochód — powiedział słabo Hank, po czym natychmiast stracił przytomność.

- Dobrze wiedzieć, tylko jak my teraz go znajdziemy? - zapytał nieco wkurzony tym, że chłopak zemdlał, zanim go do niego zaprowadziliśmy.

Zaczęłam czegoś szukać po kieszeniach kurtki Hanka. Niespodziewanie poczułam coś zimnego. Wyjęłam przedmiot, którym okazały się kluczyki. Znajdował się tam również pilot do otwierania. Dobrze wiedzieć, że ma samochód z elektrycznym zamkiem.

- Może dzięki temu — powiedziałam, pokazując je towarzyszowi.

ROZDZIAŁ 12

- Chyba że, jesteś córką śmierci — powiedział zdziwiony Philip.

- Czekaj. Czego córką? - zapytałam z niedowierzaniem.

- Śmierci, ale to nie może być prawda. Z tego, co wiem, śmierć od kilku tysięcy lat nie pojawiała się na ziemi w postaci człowieka. Zabronili jej po ostatnim jego dziecku. Do tej pory nie potrafią go wytropić. Ma dziesięć tysięcy lat, a przez to, że potrafi zmieniać postacie, nikt go nie złapał i unicestwił.

- A ja też potrafię zmieniać postacie?

- Podejrzewam, że nie. Z tego mi wiadomo, każde z jego „dzieci" posiada inny specjalny dar. On potrafił zmieniać postacie, ty natomiast posiadasz zupełnie inny dar, lecz musisz sama go odkryć.

- Co? Chyba cię pogrzało! Po pierwsze moim ojcem nie jest jakaś śmierć, tylko Gregory Black — powiedziałam wkurzona.

Chyba z tym chłopakiem jest coś nie tak. Ja nie mogę być żadnym dzieckiem śmierci. To jest niemożliwe. No może i jestem trochę dziwna, ale to nie oznacza, że Greg nie jest moim tatą. Chyba że... Sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Skąd mam wiedzieć, że chłopak mówi prawdę. Może ma bujną wyobraźnię i wymyśla to sobie. Albo po prostu ja śpię, a to wszystko to zwykły sen. Żeby potwierdzić swoje podejrzenia, uszczypnęłam się mocno w prawą rękę. Zabolało, jednak nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli.

- Co ty wyprawiasz? - zapytał zdziwiony moim zachowaniem chłopak.

- Próbuje się obudzić — odpowiedziała, podchodząc do najbliższego słupa i walnęłam w niego mocno pięścią.

Zabolało jak cholera. Złapałam się za bolącą dłoń.

- I jak obudziłaś się? - zapytał rozbawiony moim zachowaniem.

- Wychodzi na to, że jednak nie śpię — odpowiedziałam, wkurzona nie tylko na chłopaka, ale również na swoją głupotę.

- Może lepiej byś wróciła do domu i zrobiła zimny okład na dłoń. Może i jesteś córką śmierci, ale to nie oznacza, że nie możesz zrobić sobie krzywdy jak zwykli śmiertelnicy.

- Nosz kurde, dzięki za radę, szkoda, ze sama musiałam, się o tym przekonać. I NIE JESTEM ŻADNĄ CÓRKĄ ŚMIERCI!

Ruszyłam w kierunku drogi powrotnej do domu. Dalej trzymałam się za bolącą dłoń, a zarazem niosłam opakowanie makaronu. Kiedy doszłam do domu, szybko poleciałam do kuchni i wyjęłam z zamrażarki woreczek lodu. Poczułam ulgę, kiedy zimno dotknęło bolącego miejsca.

- I jak lepiej? - zapytał ktoś.

Przestraszona odskoczyłam do tyłu, upuszczając woreczek na ziemię.

- Czego tutaj szukasz? - zapytałam wkurzona.

- Chciałem pogadać — odpowiedział spokojnie Philip.

- Ale może ja nie chcę. Mam dosyć już tego wszystkiego. Czemu nie mogę żyć tak jak kiedyś? Mało lubiana. Nie zwracająca na siebie niczyjej uwagi. Chcę być znowu wolna — powiedziałam zrozpaczona.

- Myślisz, że fajnie jest być męską wersją banshee. Moje życie też nie jest usłane różami. Moje związki trwają maximum dwa tygodnie. Dziewczyny, kiedy się dowiadują, kim jestem naprawdę, to uciekają albo próbują to wykorzystać.

Nagle usłyszałam, jak ktoś trzasnął drzwiami wejściowymi. Zdziwiłam się, kiedy na progu kuchni zobaczyłam Lucasa. Był przerażony.

- Co się stało? - zapytałam zdziwiona.

- Hank zaginął. Nie widziałem go od rana. Wiesz przypadkiem, gdzie on może być? - zapytał dalej przerażony.

- Nie wiem, sama go nie widziałam, a ty go widziałeś Philip? - zapytałam chłopaka.

- A jak on wygląda? - zapytał Philip.

- Jest on podobnego wzrostu co ja, sterczące włosy. No nie wiem jak ci go opisać — powiedział nieco zdezorientowany chłopak.

- A nie możesz mu pokazać? - zapytałam.

- Mój dar tak nie działa. Mogę zobaczyć czyjeś wspomnienia, ale nie mogę ich przekazać nikomu.

- Zaczekajcie. Alison przypomnij sobie, jak on wyglądał, a następnie skup się na nim — powiedział nagle Philip.

- Ale niby po co mam to robić, przecież tak go nie znajdę.

- Znajdziesz. Jeśli jesteś tym, co mam na myśli, to znajdziesz go bez problemu, wystarczy się skupić.

- Tak, łatwo ci mówić.

- Proszę. Skup się, on musi być pod ciągłą kontrolą. On ma ADHD, a dodając do tego, że jest wilkołakiem, może z tego wyniknąć niemały problem — powiedział Lucas, chwytając mnie za ramiona.

- Spróbuje, ale nie ma stuprocentowej gwarancji, że mi się uda — powiedziałam.

Lucas puścił mnie, a ja zamknęłam oczy. Starałam się wyobrazić Hanka. Nie było to w ogóle trudne. Kiedy już przed oczami miałam postać chłopaka, poprosiłam, abym mogła, go zobaczyć gdzie jest. Nagle ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam Hanka. Znajdował się w jakimś zaułku, którego nigdy nie wiedziałam. Nie był tam sam. Było z nim jeszcze czworo obcych mi kolesi. Nie zapowiadało się dobrze. Dwóch z nich w ręku trzymało metalową rurę.

- Lucas podaj mi rękę — powiedziałam, a chłopak od razu wykonał moje polecenie.

- Musimy się pospieszyć, bo inaczej będzie krucho — powiedział natychmiast Lucas.

Nagle się ocknęłam. Nie mieliśmy czasu, musieliśmy zjawić się tam, najszybciej jak się dało. Ruszyłam za Lucasem. Musiałam tam być. Już znajdowałam się na progu, gdy nagle Philip złapał mnie za przedramię.

- O co ci chodzi? - zapytałam nieco wkurzona.

- Mam lepszy pomysł, aby się tam dostać. Odpręż się tak jak wcześniej, lecz tym razem skup się na miejscu, w którym go widziałaś.

- Coś ty znowu wymyślił?

- Po prostu użyj daru, bo nie możesz przed nim uciekać. Moc jest częścią ciebie i zawsze nią będzie. Nie masz wyboru, musisz nad nią zacząć panować.

- A może ja nie chcę.

- Musisz. Jeśli jej nie opanujesz, moje poszukiwania ciebie będą na marne. Tylko po to tu jestem. Muszę cię nauczyć posługiwać się darem.

- Nie kazałam ci, abyś mnie szukał.

- Ty nie, ale twój ojciec tak. Widzi w tobie potencjał. Stworzył cię po to, abyś pomagała, a nie zabijała. Nie ma zamiaru powtarzać historii. Twoim najważniejszym zadaniem jest zniszczenie twojego przyrodniego brata, który zabija każdego, kogo spotka na drodze. Musisz zapanować nad darem, bo inaczej zostaniesz tak jak on bezwzględnym zabójcą.

- Nie wierzę ci — krzyknęłam wkurzona.

Miałam już tego dosyć. Ja tak nie chcę żyć. Czemu nie mogę tak jak inni być normalna?

Nagle poczułam dziwny chłód. Ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam głowę w kierunku tajemniczego osobnika i mnie zamurowało.

Moim oczom ukazała się postać inna niż wszystkie. Intruz ubrany był w czarną pelerynę sięgającą do ziemi. Kaptur zakrywał jego oblicze.

- Matko boska — powiedział przerażony Philip.

- Jaka matka? Jestem stu procentowym facetem, a nie jakąś kobietą- odpowiedział żartobliwie upiór i prawą ręką zdjął kaptur z głowy.

ROZDZIAŁ 11

Lekcje skończyłam o godzinę wcześniej. Nauczycielka chemii musiała szybko wrócić do domu, gdyż jej czteroletni syn się rozchorował. Stwierdziłam, że nie będę męczyć taty, aby po mnie przyjechał. Przecież mogę dojść sama do domu.

Wyszłam z budynku i skierowałam się w kierunku mojego domu. Pamiętałam dobrze drogę do niego. Szłam spokojnie, radując się piękną pogodą. Wiatr lekko powiewali, sprawiając, że nie było gorąco.

W oddali usłyszałam warkot motoru, który po chwili pojawił się za zakrętu. Kierowca zaczął powoli zwalniać, aby po chwili zaparkować przy najbliższym sklepie. Zgasił silnik i ściągnął kask. Nie widziałam jego twarzy, lecz podejrzewałam, że jest młody. Chłopak wszedł do sklepu motoryzacyjnego.

Nie zatrzymując się nigdzie po drodze, powoli doszłam do domu.

W korytarzu zostawiłam torbę i poszłam do kuchni wsiąść jakąś przekąskę. Pierwsze co wpadło mi do ręki, było jabłko, które wzięłam z koszyka, który stał na szafie i ruszyłam do salonu. Siadając na kanapie, włączyłam telewizor. Nie mogłam znaleźć nic, co by mnie zainteresowało. Poddając się, wyłączyłam telewizor. Zaczęłam się zastanawiać, co mogłabym zrobić na obiad. Zapewne jak tata wróci, będzie chciał się najeść. Wróciłam do kuchni i zaczęłam szukać po szafkach czegoś, co mogłabym zrobić do zjedzenia. Pomimo że parę dni temu tata zrobił porządne zakupy, jedyną ciekawą rzecz co znalazłam to mielone i koncentrat pomidorowy. Gdyby był jeszcze makaron, mogłabym zrobić spaghetti. Jednak szukanie jego było na marne. Nie miałam wyboru, musiałam iść do sklepu.

Wzięłam trochę pieniędzy i wyszłam z domu, zamykając go kluczem, którego włożyłam do tylnej kieszeni spodenek. Miałam kilometr do najbliższego spożywczaka. Włożyłam słuchawki do uszu i puściłam na telefonie muzykę.

Szybko dotarłam do sklepu. Drzwi się otworzyły, a ja poczułam na sobie letni podmuch powietrza, wylatującego z wentylatora. Sklep nie był duży, w porównaniu z tymi, które widziałam w innych miastach, był o wiele mniejszy. Od razu skierowałam się w kierunku półek z makaronem. Nie mogłam za wzięcie znaleźć potrzebnego produktu. Spojrzałam w górę i mnie zatkało. Makaron, którego potrzebowałam, znajdował się na najwyższej półce. Może i nie jestem najniższą dziewczyną, ale już wiedziałam, że nie dosięgnę. Jednak nie chciałam się poddać. Muszę go dostać za wszelką cenę. Próbowała podskakiwać, aby go dosięgnąć. Wiedziałam, że musiało to bardzo dziwnie wyglądać.

- Może ci pomóc? - usłyszałam za sobą jakiś głos.

Odwróciłam się, stając naprzeciwko chłopaka, którego nie widziałam jeszcze w mieście. Był to wysoki brunet, ubrany w dżinsową kurtkę i białą koszulkę z grafiką, której nie do końca rozumiałam. Jego ciemna karnacja, doskonale pasowała do brązowych oczu, które patrzyły się na mnie. Musiał być ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów wyższy.

- Dałbyś radę mi ściągnąć tamten makaron? - zapytałam, wskazując palcem na produkt.

Chłopak bez słowa podszedł do półki i bez żadnego problemu zdjął opakowanie, poddając mi je do ręki.

- Dziękuję — powiedziałam po chwil.

- Nie ma za co. Jestem Philip, a ty jak masz na imię?

- Alison — odpowiedziałam.

Skierowaliśmy się w milczeniu w stronę kasy.

- Mieszkasz tutaj? - zapytał chłopak, kiedy, zatrzymaliśmy się na końcu kolejki.

- Można tak powiedzieć. Wprowadziłam się tutaj kilka dni temu. A ty?

- Nie. Jestem tutaj tylko na pewien czas. Szukam czegoś ważnego. Słyszałaś przypadkiem, o jakiejś dziewczynie, która widzi duchy? Podobno tutaj mieszka.

- Nie słyszałam — skłamałam.

Ciekawe skąd mógł wiedzieć takie rzeczy, przecież nikt o tym nie wie, no, chyba że Lucas, ale nie podejrzewam, żeby on coś wygadał. Byłoby to nie sprawiedliwe wobec mnie.

- Szkoda. A nie widziałaś tutaj czegoś podejrzanego?

- Raczej nie — odpowiedziałam i płacąc kasjerce za produkt, skierowałam się w stronę drzwi.

Wyszłam na zewnątrz, zostawiając Philipa przy kasie. Nagle moją uwagę przykuł pewien pojazd. Wyglądał zupełnie tak samo, jak ten, na który podrywał mnie Michael rano. Samochód zatrzymał się obok przechodzącej dziewczyny. Nie znałam jej, mimo że na oko była w moim wieku. Wyjęłam telefon i potajemnie zrobiłam zdjęcie. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Zdziwiło mnie to, z niczego na nim nie było oprócz trawnika z rosnącymi drzewami niedaleko. To było dziwne, normalnie ich widziałam, jednak w telefonie nikogo nie było widać. Nagle zatrzymał się obok mnie Philip.

- Co tak stoisz? Na twoim miejscu nie patrzyłbym się tak natrętnie na tamtych ludzi, bo mogą się obrazić — powiedział po chwili chłopak.

-Widzisz ich? - zapytałam zdziwiona.

- No widzę, a niby czemu miałbym ich nie widzieć? - zapytał zdziwiony.

- Spróbuj zrobić im zdjęcie — powiedziałam, a on bez chwili zastanowienia zrobił to, co mu kazałam.

Zdziwił się, kiedy stało mu się to, co mi wcześniej. Nagle spojrzał na mnie.

- To ty! Matko ty, się nie kontrolujesz! — krzyknął po chwili.

- O co ci chodzi? - zapytałam zdziwiona, spoglądając na niego.

Chłopak nagle zrobił mi zdjęcie, a lampa błyskowa oślepiła mnie na chwilę. Musiałam zamrugać. Nic nie widziałam. Po paru sekundach wzrok zaczął wracać. Kiedy wszystko był już wyraźne, spojrzałam na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą widziałam samochód. Niczego już tam nie było. Wkurzona uderzyłam chłopaka w ramię.

- O co ci kobieto chodzi? - zapytał zdziwiony.

- Przez ciebie nie wiem, co się wydarzyło dalej — odpowiedziałam wkurzona.

- Ale dzięki temu mam to — powiedział, pokazując mi zdjęcie, na którym byłam ja. Jednak nie do końca. Moje oczy były całe czarne. Nie było widać w ogóle białego koloru. Wokół mnie krążyły czarne smugi, których jeszcze nigdy nie widziałam. Chociaż nie. Czasami się zdarzało, że widniały na niektórych zdjęciach. Zazwyczaj wtedy tata retuszował je, aby nie było ich widać.

- I dlatego oślepiłeś mnie lampą błyskową.

- Nie rozumiesz. Ty jesteś, tak zwaną posłanką śmierci.

Większość osób, takich jak ja posiadamy pewną cząstkę daru. Zazwyczaj widzimy duchy lub wydarzenia z nimi związane. Zazwyczaj nazywają nas po prostu medium albo twierdzą, że posiadamy szósty zmysł, natomiast ty potrafisz o wiele więcej. Twój wzrok zmienia się, kiedy widzisz jakieś wydarzenie. Dzięki temu złodzieje myśli nie mogą dokładnie zabrać ci wspomnień, jednak jak tylko zapragniesz, możesz za pomocą dotyku pokazywać go innym. Pamiętasz przypadkiem czy ktoś, kto cierpiał lub umierał, uwielbiał przy tobie przebywać?

Pierwsze co mi przyszło do głowy to mama, kiedy zachorowała. Nikt nie wiedział co to była za choroba. Strasznie cierpiała. Zawsze lubiła, kiedy obok niej leżałam. Twierdziła, że jestem jej lekiem na ból i cierpienie. Nie rozumiałam, dlaczego tak mówiła, jednak teraz staje się to dla mnie jasne.

- Tak, ale, jak to możliwe, że tak się dzieje? Żaden z moich rodziców tak nie potrafi.

- To nie jest dziedziczne. Można powiedzieć, że my nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy tak jakby stworzeni przez śmierć. Naszym głównym zadaniem powinno, być zabieranie dusz do czyśćca, jednak tak nie jest. My jedynie widzimy dusze, które błądzą, lecz nie możemy ich przeprowadzać między światami, tylko pomóc im się tam dostać. Jednak są wyjątki, którym jesteś ty. Potrafisz leczyć, niwelować i zabierać ból za pomocą dotyku, a nawet pokazywać innym co widzisz. Jednak ty nie potrafisz nad tym panować. Jak ty blokowałaś to przez taki długi czas? - zapytał zaciekawiony.

- Mój tata podawał mi lekarstwo. To pomagało i dzięki temu nikomu nie zrobiłam krzywdy.

- Czekaj jakiej krzywdy? Przecież my nie potrafimy zabijać, nawet kiedy próbujemy to na nic.

- Rodzice, jak byłam mała, nie dawali sobie nade mną rady. Raz nawet dziwnym trafem zniknęłam im z łóżeczka i znalazłam się na strychu. Gdyby nie mój płacz nigdy by mnie nie znaleźli. Od tego czasu zawsze spałam z nimi w pokoju.

Sama nie wiem, czemu otwarłam się przed nim i o wszystkim mówiłam mu bez żadnego zahamowania. Nawet nie zwróciłam uwagi, kiedy mówił nie „ty" tylko „my". Coś powodowało, że mówiłam mu wszystko. To było dziwne.

- Ale to nie jest możliwe. Nawet odmieńcy tacy jak ty nie potrafią tak, a wiedz, że spotkałem ich już wielu. Chyba że ty...