Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hank. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hank. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ 14

Robiło się coraz ciemniej. Zabierając ze sobą nieprzytomnego chłopaka, wyszliśmy z zaułka, aby poszukać samochodu.

Ja miałam łatwe zadanie. Wystarczyło, że przy każdym samochodzie sprawdzić pilotem czy reaguje. Gorzej miał natomiast Philip. Musiał nieść nieprzytomnego Hanka.

Niespodziewanie zobaczyłam na sąsiedniej ulicy stojący samochód, który do złudzenia wyglądał tak samo, jak ten, którym przyjechał po mnie chłopak, gdy zabierał mnie na imprezę. Przeszłam szybko przez trawnik dzielący mnie od niego i nacisnęłam guzik pilota. Zareagował.

Podbiegłam do Philipa, który z trudem starał się utrzymać wilkołaka w pionie. Pomogłam im dojść do samochodu. Położyliśmy Hanka na tylnym siedzeniu. Mój nowy znajomy usiadł na miejscu kierowcy, a ja zajęłam miejsce pasażera.

Chłopak wsadził kluczyk do stacyjki i nic więcej nie zrobił.

- Wiesz co dalej zrobić? - zapytał po chwili zupełnie spokojnie.

- Tylko mi nie mów, że nie umiesz prowadzić samochodu — powiedziałam przerażona.

- Żartowałem. Musiałaby widzieć swoją minę — odezwał się rozbawiony.

Wkurzona uderzyłam go lekko w ramię. Chłopak odpalił bez problemu i już po chwili jechaliśmy w kierunku Dark Hills. Podróż minęła nam spokojnie. Nic dziwnego się nie wydarzyło, jedynie Hank co chwilę dziwnie powarkiwał. Kiedy znajdowaliśmy się już na miejscu, Philip zaparkował samochód przed domem państwa Thompsonów. W tym samym momencie co wysiadłam z pojazdu, z domu wybiegła przerażona mama Lucasa, zmierzając w naszą stronę. Zobaczyła na tylnym siedzeniu nieprzytomnego chłopaka. Poprosiła nas, abyśmy go zanieśli do salonu, aby tam położyć go na kanapie, a ona zajmie się resztą.

Kiedy Hank leżał już wygodnie na kanapie, razem z Philipem wróciliśmy do mojego domu. Naszykowałam nam kanapki do jedzenia, gdyż nie miałam już ochoty robić spaghetti. Zrobiłam nam również po kubku owocowej herbaty.

- Masz gdzie nocować? - zapytałam, kładąc przed chłopakiem kubek z ciepłym napojem.

- Znajdę jakiś nocleg w motelu. A czemu pytasz?

Sama nie wiem czemu, ale wpadł mi pewien pomysł, aby odwdzięczyć się chłopakowi, który naprawdę mi pomógł. Pomimo że go nie znałam, czułam, że on może pomóc mi w tym wszystkim, co się wokół mnie dzieje.

- Bo jakbyś chciał, mógłbyś u nas przez pewien czas pomieszkać. Mamy wolne miejsce, a mojemu tacie na pewno nie będzie to przeszkadzać, w szczególności, że będzie miał z kim pogadać o męskich sprawach, a ja przy okazji nie będę musiała oglądać z nim jutrzejszego meczu.

- To jak nie będę przeszkadzać, to z chęcią zostanę — powiedział i upił łyk herbaty.

Nagle jego wzrok zmętniał. Jego gałki oczne zrobiły się całe białe. Wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego...

Lucas

Dobiegłem na miejsce najszybciej, jak tylko mogłem. Jednak nikogo tam nie było. Na ziemi jedynie leżały dwie metalowe rury, które ktoś musiał zgubić. Wyczuwałem zapach przyjaciela, lecz nigdzie go nie było. Dotarł również do mnie zapach, który dobrze znałem. Nie mogłem tylko przypomnieć, od kogo on należał. Nagle poczułem, jak wibruje mi telefon w kieszeni. Pospiesznie wyjąłem go i spojrzałem, kto dzwonił. Był to numer mojej mamy. Szybko odebrałem.

- Słucham — powiedziałem.

- Synku wracaj do domu. Hank jest u nas cały. Alison i jej kolega go przywieźli — powiedziała spokojnie.

Było to nieco za dziwne, ale jednak w duchu się ucieszyłem, że mój przyjaciel jest cały. Jedyne co mnie zastanawiało, to jak dziewczyna znalazła się z tym dziwnym kolegą tak szybko tutaj. Przecież na pewno nie przybiegli, gdyż ja wyruszyłem szybciej od nich.

- Dobrze. Zaraz będę — powiedziałem i się rozłączyłem.

Nagle poczułem jakiś obcy zapach. Towarzyszył mu ciężki oddech jakiegoś mężczyzny. Nie miał on jednak dobrych intencji. Odwróciłem się powoli i zobaczyłem wysokiego mężczyznę. Musiał mieć około trzydziestki. Wydawało mi się, że gdzieś go już kiedyś spotkałem, lecz nie mogłem sobie przypomnieć. Nie widziałem, aby miał jakąś broń. Jednak coś mi tutaj nie pasowało. Niespodziewanie mężczyzna przemienił się w wilkołaka, lecz nie był on taki jak ja. Wyglądał bardziej tak jak te, co wykreował świat telewizji. Wysoki, brzydki, łysiejący, który potrafi stać na dwóch tylnych łapach. Pierwszy raz widziałem takiego typu stwora. Nawet nikt z miasteczka tak nie potrafił. Wyglądaliśmy jak przerośnięte wilki, które miały zaburzenie hormonu wzrostu. Mężczyzna zaczął na mnie warczeć, aż po chwili się na mnie rzucił. W ostatnim momencie zdołałem się przemienić. Bestia przygwoździła mnie do ziemi. Próbował mnie zabić jednak miałem dość siły, aby się nie dać. Nagle spojrzałem w jego umysł. Zobaczyłem kobiety. Mnóstwo kobiet, które za każdym razem kończyły martwe. Jedną z nich była moja Rose. Była tak samo ubrana, jak w dniu swojej śmierci. Kłóciła się z nim. Odpychała go od siebie. Dziewczyna wsiadła do samochodu i odjechała od niego jak najszybciej. Jednak on nie chciał dać za wygraną. Wsiadł do swojego wozu i zrzucił jej samochód z pobliską przepaść. Wyciągnął ją z samochodu. Wciąż żyła, jednak on jej nie pomógł. Wziął do ręki duży odłamek szkła i wbił go w jej klatkę piersiową. Był dumny z tego, co zrobił. Nagle jego myśli znikły. Wróciłem do rzeczywistości.

To on zabił moją Rose. Obiecałem, że ją pomszczę i dotrzymam obietnicy. Zrzuciłem potwora z siebie. Staliśmy teraz naprzeciwko siebie. Zaczęliśmy walczyć. Wygrywałem, gdy nagle mój przeciwnik wymruczał coś pod nosem. Niewidzialna siła rzuciła mnie o betonowy mur. Poczułem, jak coś we mnie pęka. Nie był to na szczęście kręgosłup. Pod wpływem uderzenia złamałem kilka żeber. Znajdowałem się na przegranej pozycji. Mogłem się pożegnać z życiem. Mężczyzna podszedł do mnie już w ludzkiej postaci. Zaczął coś do mnie mówić, lecz go nie słuchałem. Zobaczyłem, jak zbliża się do nas jakąś postać. Myślałem, że to anioł. Powiedział coś do mężczyzny, który natychmiast uciekł. Anioł był taki piękny. Wyglądał zupełnie tak samo, jak Alison. Podszedł do mnie i złapał mnie za dłoń. Poczułem ulgę. Nic mnie już nie bolało.

- Kocham cię — powiedziałem resztkami sił.

Zawsze chciałem powiedzieć to Alison. Jednak bałem się. W tej chwili chciałem, aby wiedziała, do niej czuję. Mimo że nie była to ona, musiałem to powiedzieć. Może kiedyś ten piękny anioł powie jej, co do niej czuję. Zamknąłem oczy. Nie miałem już na nic sił. Poddałem się. Usnąłem.

Philip

Dotarliśmy na miejsce w ostatniej chwili. Minutę później i już mogłoby być po nim. O dziwo zamaskowany mężczyzna szybko uciekł. Kto mógłby się spodziewać, że na dźwięk głosu Alison zwieje. Jak zwykle trzymałem się z tyłu. Nic nie mogłem zrobić. Jedyne co potrafiłem doskonale to przeczuwać czyjąś śmierć. Na szczęście niektórych można przed nią uratować. Dziewczyna od razu podbiegła do chłopaka i złapała go za rękę. Chłopak uśmiechnął się.

- Kocham cię — powiedział po chwili i zamknął oczy.

Umierał. Nagle mnie olśniło.

- Odsuń się od niego Alison — krzyknąłem od razu.

- Niby czemu? - spytała przez łzy.

- Ty zabierasz ból, a na łożu śmierci nie czuje się nic. Przez ciebie on się nie uleczy i umrze — odpowiedziałem.

Dziewczyna szybko się odsunęła, puszczając jego dłoń. Niespodziewanie twarz chłopak przybrała grymas bólu. Dziewczyna wtuliła się w mój tors. Wiedziałem, że ona nie może patrzyć, jak on cierpi. Bolało ją to również mocno co jego. Owinąłem ją jedną ręką w pasie, a drugą pogłaskałem po włosach.

- Wszystko będzie dobrze, Lucas przeżyje — powiedziałem, pocieszając ją.

Chłopak coraz bardziej wywijał się w bólu. Zapewne kości starały się zrosnąć. Jednak zapewne jak wrócimy do Dark Hills będzie trzeba mu je ponownie złamać, aby mogły się zrosnąć, jak należy. Po kilku minutach leczenie dobiegło końca. Musieliśmy ponownie się przenieść do miasteczka. Wziąłem nieprzytomnego chłopaka na ręce. Nie było to łatwe, gdyż ważył nieco więcej niż Hank. Alison starając się nie dotykać Lucasa, przeniosła nas do jego domu. Jego mama omal nie zemdlała, kiedy zobaczyła nas w pokoju ze swoim nieprzytomnym synem.

- Co się stało? - zapytała, siadając na fotelu.

- Philip miał wizję, jak Lucas umiera, więc zaczęliśmy go szukać, aż w ostatnim momencie go znaleźliśmy — powiedziała Alison w skrócie, opisując wszystko, przy okazji pomijając parę szczegółów. Nie dziwię się jej, na miejscu matki chłopaka, też wolałbym tych szczegółów nie wiedzieć. Położyłem chłopaka na kanapie, z której zszedł Hank, aby ustąpić miejsca swemu towarzyszowi. Padałem z wykończenia. Ręce strasznie mnie bolały od tego wszystkiego. Usiadłem w koncie, aby nieco odpocząć. Niespodziewanie stanęła przede mną mama chłopaka.

- Dziękuję ci za wszystko. Dzięki tobie mój synek żyje. Jak mogę ci się odwdzięczyć? - zapytała, kucając przede mną.

- Nie musi pani nic dla mnie robić. Taka jest moja rola w tym wszystkim — odpowiedziałem.

- Nie rozumiem. Jednak jeśli byś czegoś potrzebował, to wiesz gdzie mnie szukać — rzekła kobieta i powróciła do syna.
Spojrzałem na Alison. Patrzyła zrozpaczonym wzrokiem na nieprzytomnego chłopaka. Nie spodziewałem się, że córka śmierci może być tak naturalnie ładna. Zazwyczaj jak jakąś spotykałem, to miała tonę tapety na twarzy. Gdybym nie widział, że między Alison a Lucasem coś jest, to zapewne zarywałby do niej. Na początku chciałem jedynie zagadać. Nie wiedziałem wtedy, kim jest. Teraz wiem i jeszcze bardziej mnie do niej ciągnie. Nie mam jednak szans. Gdybym był na jej miejscu, kogo bym wybrał? Wilkołaka czy męską wersję banshee? No jasne, że wybrałbym jego. Nie mam u niej szans. Jedynie co mi zostaje to zostać jej przyjacielem. Kurde, czemu to takie trudne. W szczególności, że jest moją siostrą. No dobra, nie jesteśmy wcale spokrewnieni, mimo że mamy wspólnego ojca, lecz ja do końca nie jestem tego pewien. Może i mam dar powiązany ze śmiercią, jednak nigdy się do mnie nie odezwał jak do syna, jednak ja go tak traktuję, gdyż się mną opiekuje.

Spojrzałem ponownie na dziewczynę, która nawet nie zmieniła pozycji, w jakiej przyglądała się Lucasowi.

Kurde, Damien czemu mi nie powiedziałeś, że ona jest taka ładna.

Nagle dziewczyna spoważniała. Wstałem z ziemi i szybko podeszłam do nich. Zobaczyłem, jak chłopak powoli otwiera oczy...

ROZDZIAŁ 13

Moim oczom ukazał się ludzki szkielet, bez oczu. Ze strachu omal nie dostałam zawału. Powoli cofnęłam się od monstrum.

- O co chodzi? - zapytał, zdziwiony moim zachowaniem.

Philip szybko zdjął lustro, które wisiało na ścianie koło lodówki i podał je mężczyźnie.

- O matko, zapomniałem, że nie zmieniłem postaci — powiedział i jednym ruchem ręki przybrał postać człowieka z krwi i kości oraz skóry.

Był to wysoki brunet, który na oko miał około czterdziestu lat. Posiadał lekki zarost. Mężczyzna okręcił się raz wokół własnej osi, a jego szata zmieniła się w szary podkoszulek, skórzaną kurtkę i potargane dżinsy.

- O wiele lepiej — powiedział po chwili i odłożył lustro na blat stołu.

- Kim ty jesteś? - spytałam zainteresowana.

- Można tak powiedzieć, że jestem twoim biologicznym ojcem, a z zawodu jestem śmiercią — odpowiedział spokojnie, pokazując przy tym rząd śnieżnobiałych zębów.

- Co? - zapytałam zszokowana — To nie jest możliwe. Ty nawet nie jesteś do mnie podobny.

- Może z wyglądu to nie, ale oczy to masz po mnie i to na dodatek w obydwu postaciach. Natomiast urodą bardzo przypominasz swoją matkę. Była taka piękna, kiedy się poznaliśmy, później również, ale to nieco za moją pomocą ciągle wyglądała tak młodo. Nie mogłem jej odmówić jak przyszła prosić mnie o pomoc razem z Gregiem. Nie mogłem im odmówić, jednak wiedzieli, że mogą być tego efekty uboczne, czyli twój dar.

Zamurowało mnie. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie codziennie ludzie się dowiadują, że ich rodzicem jest sama śmierć. Czy to w ogóle brzmi racjonalnie? Ojciec śmierć.

- Więc znasz już prawdę o sobie i wiesz, jakie jest twoje zadanie. Jak chcesz, możesz wzywać mnie, kiedy nie będziesz czegoś wiedziała. Również możesz pytać się Philipa, on jest we wszystko wtajemniczony. W wolnych chwilach będę cię odwiedzał — powiedział mężczyzna.

- Co czy ty uważasz, że ja ci ot, tak uwierzę. To wszystko staje się jeszcze dziwniejsze. To nie ma sensu... - mówiłam bez przerwy, nie mogąc uwierzyć w to wszystko, co się dzisiaj dzieje.

- Jesteś skarbie. Ja to wiem, ty też to wiesz, jednak nie chcesz tego do siebie dopuścić — powiedział spokojnie mężczyzna, kładąc na moim poliku swoją dłoń.

Nagle przed moimi oczami pokazał się obraz. Rodzice rozmawiali z tym mężczyzną. Mama płakała, jednak pomimo to prosiła, aby to zrobił. Potem mój poród. Twarze uradowanych rodziców. Ten mężczyzna odwiedzający nas w moim dawnym domu. Choroba mamy.

On wiedział wszystko. To było tak, jakby on obserwował mnie na każdym kroku. Znał każdy mój ruch, a pomimo tego ja go nie znałam. Nie pamiętałam go, nawet jak odwiedzał moich rodziców. To było dziwne, a jednak prawdziwe. On jednak był moim ojcem, ale jeśli ten mężczyzna jest moim biologicznym tatą, to kim jest dla mnie Greg. Tatą, czy jednak zupełnie obcą osobą, ale ja tego tak nie odczuwałam. To właśnie Gregory był przy mnie. To on pomagał mi w lekcjach, opiekował się mną przez całe życie, chronił mnie przed niebezpieczeństwami całego świata. To on był dla mnie prawdziwym tatą, a nie ten dla mnie obcy mężczyzna.

- Jak masz na imię? - zapytałam po chwili, sama nie wiedząc, czemu to robię.

- Damien — odpowiedział — Dobrze, muszę już wracać, bo praca wzywa. Jak co mogę was podrzucić do tamtego zaułka. Będziecie szybciej tam niż Lucas, a możecie mu się przydać — zaproponował mężczyzna.

Zgodziłam się. Damien bez problemu przeniósł nas na miejsce. Zobaczyłam, jak jeden z kolesi uderzył Hanka metalową rurą w głowę.

- Zostawcie go — zawołałam.

Mężczyźni od razu się odwrócili w moją stronę.

- Patrzcie, kogo my tu mamy. Lalunia z kolegą chce pomóc naszemu mięczakowi. Na waszym miejscu wróciłbym do domu — odezwał się jeden z kolesi.

- To, czemu nie wrócisz. Wiedz, że niebezpieczeństwo czai się wszędzie, a tutaj już na pewno — powiedziałam.

Nie wiem czemu, ale dostałam nagły przypływ odwagi. Nie bałam się w ogóle tych gości.

- Uuu, jaka mądra, jednak nie radzę z nami zadzierać, bo może się to skończyć dla ciebie źle — powiedział inny.

- Nie boję się was, to wy powinniście się mnie lękać — odparłam.

Jeden z chłopaków zaczął kierować się w moją stronę. Zatrzymał się dopiero pół metra przede mną. Był to wysoki szatyn z małym zarostem. Nie rozumem czemu każdy chłopak, którego spotkam, musi być ode mnie wyższy. Chłopak przejechał palcem po moim policzku.

- Nawet jesteś ładna. Nie chciałbym, aby taka dziewczyna jak ty miała zmasakrowaną twarz. Jednak jeśli nie odejdziesz stąd, będę musiał to zrobić — powiedział po chwili i przybliżył się, aby dać mi buziaka.

Korzystając z okazji, uderzyłam kolesia kolanem w krocze, odsuwając się szybko. Chłopak zwinął się z bólu. Nagle jego kolega do mnie podbiegł i uderzył mnie pięścią w twarz. Policzek zrobił się gorący z bólu. Chwyciłam się za nie dłońmi. Poczułam wściekłość. Nie mogę puścić tego płazem. Opuściłam rękę i spojrzałam wściekłym wzrokiem na oprawcę. Poczułam jak wściekłość, rozprzestrzenia się po moim ciele. Czułam się silniejsza. Nagle chłopak zaczął się cofać przerażony. Musiało się ze mną dziać coś dziwnego. Spojrzałam na dłonie. Ze skóry wyłaniały się czarne smugi, które zazwyczaj widniały jedynie na moich zdjęciach. Nie przestraszyłam się tego. Jedynie co teraz czułam to złość i siłę, która coraz bardziej wzrastała we mnie. Wszyscy co znajdowali się w zaułku byli przerażeni.

- Co to kurwa jest? - zapytał jeden z nich.

- Jestem twoją największą zmorą. Jestem córką najpotężniejszej istoty na świecie — powiedziałam, ale tak jakby nie swoim głosem.

Był on potężny, przyprawiał on o gęsią skórkę. Sama nawet nie chciałam tego powiedzieć, to tak samo wypłynęło z moich ust.

Niespodziewanie napastnicy zaczęli uciekać jak najszybciej. Kiedy już nie został po nich żaden ślad, no oprócz rur, które zgubili, kiedy wybiegali w popłochu, podbiegłam szybko do Hanka, który leżał zdezorientowany na betonie. Z trudem starał się nie zemdleć. Na czole miał ranę, z której powoli sączyła się krew.

- Ty jesteś ranny — powiedziałam, już nieco spanikowana.

- To nic takiego, takim jak my szybko się goją rany — odpowiedział ostatkiem sił.

- Jakoś nie widać, abyś miał się uleczyć — stwierdził po chwili Philip.

Położyłam na czole Hanka dłoń, aby sprawdzić, czy przypadkiem nie ma gorączki.

- Zostaw ją tam, przynajmniej tak nie boli — powiedział chłopak, chwytając moją dłoń i kładąc ją z powrotem na swoim czole.

Zapadła cisza. Ja kucałam obok Hanka, trzymając dłoń na jego czole, a Philip stał nad nami, się przyglądając.

- Jak my go przeniesiemy do Dark Hills? - zapytał Philip, przerywając ciszę.

- Nie daleko stoi mój samochód — powiedział słabo Hank, po czym natychmiast stracił przytomność.

- Dobrze wiedzieć, tylko jak my teraz go znajdziemy? - zapytał nieco wkurzony tym, że chłopak zemdlał, zanim go do niego zaprowadziliśmy.

Zaczęłam czegoś szukać po kieszeniach kurtki Hanka. Niespodziewanie poczułam coś zimnego. Wyjęłam przedmiot, którym okazały się kluczyki. Znajdował się tam również pilot do otwierania. Dobrze wiedzieć, że ma samochód z elektrycznym zamkiem.

- Może dzięki temu — powiedziałam, pokazując je towarzyszowi.

ROZDZIAŁ 6

Kiedy wróciłam do domu, od razu zabrałam się za odrobienie lekcji. Nie było ich dużo, więc bez trudu szybko je zrobiłam. Do przyjazdu Hank'a zostały mi niecałe dwie godziny, niestety ja w dalszym ciągu nie miałam pojęcia, w co się ubrać na wieczorną imprezę. Postanowiłam jednak szybko pójść do sklepu i kupić jakieś ubrania specjalnie na tę okazję. Bardzo mi zależało na tym, aby spodobać się chłopakowi. Bardzo go polubiłam i chciałabym, aby on poczuł to samo.

Chodziłam prawie po wszystkich sklepach i nie mogłam znaleźć nic, co by mi się spodobało. Weszłam do sklepu, który był moją ostatnią deską ratunku. Niespodziewanie na jednym z manekinów zauważyłam przepiękną koszulę, koloru bordowego, który przechodził w fioletowy, a następnie w biały. Od razu postanowiłam ją kupić. Wychodząc ze sklepu, spojrzałam na godzinę. Z tego całego zamieszania, zostało mi bardzo mało czasu na resztę przygotowań. Szybko pobiegłam do domu i od razu skierowałam się do łazienki, aby odświeżyć się przed imprezą. Spieszyłam się, aby zdążyć przed przyjazdem Hank'a. Do zakupionej bluzki ubrałam rurki z wysokim stanem i założyłam vansy, a włosy rozczesałam, zostawiając je rozpuszczone. Zrobiłam lekki makijaż. Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Zbiegłam szybko po schodach. Otworzyłam drzwi, w progu ujrzałam chłopaka.

- Łał... Wyglądasz przepięknie — powiedział, kiedy mnie zobaczył.

- Dziękuję — odparłam, czując, że się zarumieniając.

Zabierając telefon z szafki, wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz. Wspólnie wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy spod mojego tymczasowego lokum. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy, gdyż nie chciałam mu przeszkadzać w prowadzeniu auta. Po niecałej godzinie zatrzymaliśmy się na leśnej drużce. Hank zaparkował samochód obok innych pojazdów, a następnie wysiedliśmy z samochodu. Musieliśmy jeszcze przejść jakieś kilka metrów, aby dojść na polanę. Zdziwiło mnie, jak chłopak chwycił mnie za dłoń. Miał ją o wiele bardziej ciepłą niż ostatnio. Kiedy doszliśmy na polanę, znajdowały się na nie nie tylko uczniowie szkoły, ale również osoby, których jeszcze nie widziałam. Niespodziewanie Hank zobaczył jakichś znajomych. Pomachał do nich i ruszył w ich stronę ciągnąć mnie za sobą. Próbowałam dotrzymać mu kroku, jednak nie było to wcale takie łatwe, gdyż szedł bardzo szybko. Ucieszyłam się, kiedy w końcu się zatrzymaliśmy. Przed nami stała grupka osób, których nie znałam.

- Kogo my tu mamy. Co to za koleżankę przyprowadziłeś? - zapytał szatyn w czarnych okularach.

Wyglądało to trochę dziwne, gdyż dookoła było już ciemna, a światło dawało jedynie ognisko na środku polany i pojedyncze, kolorowe światła, które dobiegały ze stolika DJ-a.

- To Alison. Niedawno co się przeprowadziła do Dark Hills — odpowiedział mój towarzysz.

- Miło mi cię poznać. Jestem Jerry, to Mike, Nick, Stella, Melisa. - przedstawił się chłopak, przy okazji przedstawiając swoich kolegów.

- Również mi miło — odpowiedziałam.

Z tego, co zrozumiałam Mike, który był wysokim brunetem, mieszka w pobliskim mieście, lecz pochodzi z Dark Hills, do którego często wraca. Nick, blondyn, który ubrany był jedynie w czarną bokserkę, dżinsy i stare tenisówki, był z miasteczka i od pewnego czasu pracował w tutejszej policji, natomiast Stella i Melisa to dobre przyjaciółki, która jedna to szalona ruda, a druga to spokojna blondynka. Jednak z tego, co po pewnym czasie zauważyłam to, że ich opisywanie siebie jako szalona i spokojna było zupełnie na obrót, gdyż to Stella była w stanie zrobić wszystko, a za to Melisa starała się ją folgować.

Rozejrzałam się dokoła. Jakieś dziesięć metrów dalej zobaczyłam Lucasa, który stał w grupie ze Stevenem, Alexem, Alice oraz z Nicole.

Nagle ktoś złapał mnie za dłoń. Odsunęłam się, gdyż jego skóra parzyła.

- Co się stało? - zapytał zdziwiony Mike, który nie rozumiał mojego odruchu.

- Twoja skóra parzy — odpowiedziałam, trzymając się za bolącą dłoń.

- Czekaj... co? — zapytał Mike.

- Czy ciebie Hank pogięło, by ją tu przyprowadzać?! Przecież ona jest teraz w niebezpieczeństwie — powiedział wkurzony Nick.

Było widać, że wszyscy zaczęli się stresować.

- Chodź za mną — powiedział do mnie Hank i pociągnął mnie w kierunku, gdzie stał Alex z Alice.

- Gdzie jest Lucas? — zapytał chłopak, kiedy stanęliśmy naprzeciwko pary.

- Stoi przy barze jak zawsze — odpowiedziała Alice, wskazując na chłopaka w skórzanej kurtce odwróconego do nas plecami.

Hank od razu ruszył w jego chłopaka ciągnąć mnie za sobą. Miałam już tego biegania dosyć. Ucieszyłam się, kiedy znowu się zatrzymaliśmy. Oparłam się o bar, siadając tym samym na krześle, które stało obok.

- Lucas mamy duży problem. Musisz ją stąd zabrać — powiedział bez zastanowienia chłopak.

Lucas spojrzał to na mnie to na Henry'ego. W ogóle się nie zdziwił.

- A nie mówiłem, że masz jej tutaj nie przyprowadzać, ale nie, bo ty wiesz najlepiej — odparł po chwili Lucas.

- Wiem, popełniłem błąd. Proszę, zrobię wszystko, tylko teraz ją stąd zabierz — błagał chłopak.

Lucas spojrzał na zegarek.

- No nie wiem, czy dam radę. Za pięć minut wszystko się zacznie, a patrząc na nią widać, że ma dosyć nadążania za tobą.

Hank spojrzał błagalnie na brata Alexa. Chłopak wstał.

- Ruszaj się. Musimy stąd uciekać — powiedział, stając obok mnie.

Podniosłam głowę z blatu lady i spojrzałam na niego złowrogo.

- Nigdzie z tobą nie idę — odrzekłam.

Chłopak wypościł powietrze i bez trudu zarzucił mnie na swoje ramię. Zaczęłam się szarpać, lecz nadaremnie, bo chłopak był za silny. Po chwili znajdowaliśmy się już przy samochodzie Hanka. Lucas wpakował mnie na miejsce pasażera, a sam usiadł za kierownicą. Nagle usłyszałam wycie stada wilków. Chłopak z piskiem opon ruszył przez leśną drogę. W bocznym lusterku zobaczyłam jakiś ruch, jakby coś za nami biegło. Próbowałam, uważnie przyjrzeć się kształtowi, lecz po chwili zniknął. Niespodziewanie coś wyskoczyło przed maskę samochodu. Chłopak zaczął szybko hamować, zatrzymując się niecały metr przed zwierzęciem. Był to wilk, podobny, do tego, którego widziałam noc wcześniej, różnił się jedynie kolorem. Był szary.

Nagle coś wskoczyło na dach pojazdu. Przestraszyłam się nie na żarty. Po chwili zeszło powoli po masce i stanęło na ziemi. Był to drugi wilk, jednak inny niż poprzedni. Był cały brązowy. Lucas patrzył na nich ze spokojem, jednak można było zauważyć, że jest wkurzony. Miał mocno zaciśniętą szczękę.
Nagle usłyszałam przeraźliwy krzyk. Spojrzałam na wilki. Nie ruszyły się wcale. Zachowywały się, jakby nic nie słyszały. Znowu do moich uszu dotarł krzyk.
Bez większego zastanowienia wybiegłam z samochodu i ruszyłam w kierunku, z którego dobiegał dźwięk. Nie zwracałam na nic uwagi. Nic mnie nie obchodziło. Teraz najważniejsze było dla mnie, aby dotrzeć na miejsce, by móc pomóc ofierze. Po chwili się zatrzymałam. Nie wiedziałam, gdzie biegnąc. Wszędzie było ciemno, a wszystkie drzewa wyglądały identycznie. Załamałam się, nie wiedząc co mam dalej robić. Oparłam się o najbliższe drzewo, abym mogła uspokoić oddech. Nagle poczułam coś dziwnego. Zamknęłam oczy, a gdy je otwarłam, coś się zmieniło. Widziałam o wiele wyraźniej. Wyglądało to tak, jakby założyłam noktowizor. Nagle poczułam jakiś dziwny zapach. Musiałam zobaczyć, z czego dochodził ten odór. Bez zastanowienia skierowałam się do miejsca, z którego dochodził odór. W ciągu minut dotarłam na miejsce. To, co zobaczyłam, przeraziło mnie...

ROZDZIAŁ 5

Wyjęłam z szafy biały podkoszulek wraz z czarną, nieco rozciągniętą bluzką. Do tego zabrałam rurki w miętowym kolorze oraz bieliznę i poszłam do łazienki się odświeżyć. Swoje brązowe włosy związałam w warkocz, który znajdował się z boku, a gdy byłam już gotowa, zeszłam na dół do kuchni. O dziwo tata spał wygodnie na sofie w salonie. Wyglądał tak słodko. Starając się go nie obudzić, ruszyłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapki. Usiadłam wygodnie przy blacie i bez pośpiechu zabrałam się za posiłek. Nie wiem czemu, ale jakoś nie miałam ochoty na nic. Nie mogłam przestać myśleć o Lucasie. Jego zachowanie było dla mnie naprawdę dziwne. Znalazł mnie w lesie, a gdy straciłam przytomność, przyniósł mnie do domu, a w dodatku został przy mnie. W dodatku to dziwne uczucie i ta retrospekcja, kiedy chwycił moją dłoń. Wyglądało to jakby, wkradł się do mojego umysłu. Nie, to nie może być prawdą. Musiałam sobie coś ubzdurać.

Zjadłam do końca śniadanie i wróciłam do łazienki, aby umyć zęby. Z pokoju zabrałam torbę z książkami i wyszłam z domu. Ustaliłam z Alexem, że dzisiaj do szkoły dojdę sama, gdyż chłopak zaczynał dzisiaj od drugiej lekcji, a nie chciałam, aby przeze mnie musiał wcześnie wstawać.

Wszystko dookoła zdawało się radować pięknym, słonecznym dniem. Tylko ja szłam zamyślona, nie zwracając uwagi na to, nic co działo się wokół mnie. Abym mogła dojść do szkoły, musiałam jedynie przejść na drugą stronę jezdni. Bez wcześniejszego upewnienia się, że nic nie jedzie, wkroczyłam na jezdnię. Do moich uszu, nie docierał żaden dźwięk. Wyłączyłam się na wszystko. Znajdowałam się już na środku drogi, gdy nagle usłyszałam pisk opon. Spojrzałam w prawo i z przerażeniem zobaczyłam, jak czarne bmw wyjeżdża za zakrętu i pędzi wprost na mnie. Niespodziewanie poczułam, jak ktoś szarpie mnie do tyłu z powrotem na chodnik. Samochód przejechał przez miejsce, na którym przed chwilą stałam, jednak ja byłam cała i zdrowa. Spojrzałam na mojego wybawiciela. Był to wysoki szatyn, ubrany cały na czarno. Włosy postawione na żel wyglądały, jakby nie miały nigdy do czynienia z przyciąganiem ziemskim. Jego jasne tęczówki z ciekawością przyglądały się mojej osobie.

- Wszystko w porządku? - zapytał chłopak.

- Tak, nic mi nie jest — odpowiedziałam.

- To dobrze. Następnym razem uważaj, jak wchodzisz na jezdnie. A tak poza tym jestem Hank, a ty zapewne jesteś Alison. Miło mi cię w końcu poznać. Jak ci się podoba w Dark Hills? - mówił bez przerwy, aby w pewnym momencie oddać mi głos.

- Szczerze, mogłoby być o wiele lepiej, gdyby nie to, co mnie do tej pory spotkało, ale tak poza tym jest ok — odpowiedziałam szczerze.

- Prędzej czy później się przyzwyczaisz. Większość na początku miało problemy z wpasowaniem się do codzienności miasteczka, ale z czasem będzie to dla ciebie normą.

- A niby czemu tak twierdzisz? - zapytałam zaciekawiona, kierując się w stronę szkoły. Hank dotrzymywał mi kroku.

- Cztery lata temu sam się tutaj przeprowadziłem z rodzicami. Po pewnym wydarzeniu stałem się częścią Dark Hills i bardzo mi się tutaj spodobało. Jedynym problemem w tym miejscu jest to, że co pewien czas giną kobiety, lecz jak jedna dziewczyna się znalazła, policja stwierdziła, że kobiety wyjechały, aby uciec tego miejsca. Jednak jak dla mnie to wszystko ma zupełnie inaczej wygląda, niż by się wydawało.

- Tak uważasz?

- Nie każdy w miasteczku zgadza się z tym, co uważa pan Dixon. Większość z nas ma swoje zdanie i zbyt szybko go nie zmieni.

Niespodziewanie zadzwonił dzwonek na lekcję. Zatrzymaliśmy się przed klasą, w której miałam matematykę.

- Chciałbym się zapytać, czy przypadkiem nie miałabyś ochoty wybrać się ze mną na imprezę z okazji pełni? - zapytał nieco niepewnie.

- A czemu pytasz?

- No bo większość moich znajomych z kimś idzie, a ja nie mam z kim. Więc jak?

- Dobrze, a o której to jest?

-Przyjadę po ciebie o 17. Może być?

- Oczywiście. Będę czekać — odpowiedziałam, a w tym samym momencie przyszedł nauczyciel.

- Zobaczymy się później — powiedział i dał mi buziaka w policzek.

Zarumieniłam się. Hank uśmiechną się i ruszył w stronę klas, w której miał mieć zajęcia. Weszłam do klasy jako ostatnia i usiadłam obok Nicole.

- No nie wierzę, ty rozmawiałaś z przyjacielem Lucasa. I co ci powiedział? - zapytała podekscytowana Nicole, kiedy zaczęłam wypakowywać potrzebne podręczniki.

- Powiedźmy, że zaprosił mnie na dzisiejszą imprezę — powiedziałam uradowana.

- Co? Co zrobił? - zdziwiła się na moje słowa.

- Zaprosił mnie na dzisiejszą imprezę — powtórzyłam.

W jednej chwili dziewczyna spoważniała.

- Nie możesz tam iść — powiedziała rozkazującym tonem.

- Ale czemu? - zapytałam zdziwiona.

- Na tej imprezie jest niebezpiecznie, nie możesz tam iść — powiedziała stanowczo.

- Nic mi się przecież nie stanie, potrafię o siebie zadbać.

- Może i potrafisz o siebie zadbać, ale i nie wolno ci tam iść.

- Pomyślę nad tym, a teraz może przestańmy o tym mówić, bo jeszcze nauczyciel nas się uczepi.

Do końca lekcji nie odżywaliśmy się do siebie. Co pewien czas Nicole spoglądała na mnie błagalnym wzrokiem, próbując namówić mnie, abym nie skorzystała z zaproszenia chłopaka. Sama już nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony bardzo bym chciała iść z Hankiem, ale z drugiej strony, Nicole może mieć rację. Co, jeśli tam naprawdę jest niebezpiecznie. Męczyło mnie to do przerwy śniadaniowej. Weszłam na stołówkę i ustawiłam się w kolejce po posiłek. Kolejka wlekła się nieubłaganie. Nagle ktoś złapał mnie w pasie. Ze strachu z moich ust wydobył się krzyk. Wszyscy na stołówce spojrzeli w moją stronę ze zdziwieniem. Przeciwnik oparł się o moje ramię. Był bardzo ciepły. Spojrzałam kątem oka na mężczyznę. Okazało się, że był to Hank.

- Proszę, nie strasz mnie następnym razem, dobrze — poprosiłam, starając się uspokoić bicie serca.

- Dobrze. Co jesteś taka zmartwiona? - zapytał zaciekawiony.

- A nic ważnego. Właściwie, to zastanawiam się, w co mam się ubrać na imprezę. Na luzie, czy raczej elegancko?

- Bardziej na luzie. Impreza odbędzie się w lesie, ale nie bój się, przy mnie nic się nie stanie. Już raz cię uratowałem i zrobię to jeszcze raz w wielką chęcią.

Kiedy nadeszła moja kolej zamówiłam tzw. bułkę wegetariańską oraz butelkę wody mineralnej. Hank nie opuszczał mnie o krok. Dziwne było, że jego znajomi nawet przez ten czas nie podeszli do niego. Tak jakby go w ogóle nie znali. Nie przejmowałam się tym. Nie mogłam się doczekać imprezy. Hank zapewniał mnie, że przy nim będę bezpieczna, więc stwierdziłam, że nie mam się czego obawiać.

Z niecierpliwością czekałam na ostatnią lekcję. Dowiedziałam się od chłopaka, że jego grupa ma wtedy wf tak samo, jak dziewczyny z mojej grupy. Weszłam do szatni i przebrałam się w strój sportowy. Dziewczyny zawzięcie gawędziły o chłopakach. Jednak żadna z nich nie wspominała o żadnej imprezie. Wyszłam na halę, aby móc poczekać na nauczyciela. Nagle zobaczyłam jak z szatni chłopaków wychodzi Hank. Chciałam do niego pomachać, gdy nagle zobaczyłam, jak za nim wychodzi Lucas i Steven. Brat Alexa popchnął chłopaka tak mocno, że on przewrócił się na ziemię, lecz już po chwili stanął ponownie na równie nogi. Zaczęli się kłócić, jednak nie było słychać żadnych słów. Wyglądało to, jakby kłócili się w myślach, ale przecież to nie jest możliwe. Może po prostu rozumieją się bez słów.

Wszyscy, którzy w tym czasie znajdowali się na sali, patrzyli, jak chłopacy kłócą się, że sobą. Już po raz drugi, Lucas popchnął Hanka, który ponownie wylądował na podłodze. Zdziwiło mnie, jak usłyszałam czyjeś warczenie, tak jakby na sali znajdowało się jakieś zwierzę. Rozejrzałam się dookoła, jednak nie zobaczyłam niczego, co mogło wydawać taki dźwięk. Warczenie brzmiało coraz głośniej. Niespodziewanie mój nowo poznany kolega, rzucił się na blondyna i zaczęli okładać się pięściami. Nagle na sali pojawili się nauczyciele. Mężczyźni od razu zabrali się za rozdzielanie walczących nastolatków. Nie szło im to najlepiej. Nie mogłam patrzeć, jak oni walczą. Nagle na salę wbiegł Alex. Chłopak chwycił brata za ramię. Lucas nagle zaczął się dziwnie trząść, jakby poraził go prąd. Po chwili jednak bez sił opadł na ziemię. Wyglądał, jakby stracił przytomność. Było to bardzo dziwne. Podeszłam do Hanka, a on mnie przytulił.

- O co się kłóciliście? - zapytałam zaciekawiona.

- O nic ważnego — odpowiedział bez przekonania.

Nie chciałam się dopytywać, ale wiedziałam, że chłopak nie powiedział mi prawdy.

ROZDZIAŁ 1

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Wstałam pośpiesznie z łóżka i zbiegłam po schodach, aby je otworzyć. Przekręciłam klucz w zamku i nacisnęłam klamkę. Przed drzwiami stał wysoki szatyn. Ubrany był w biały podkoszulek i szare spodnie dresowe. Po jego minie można było wywnioskować, że zdziwił się na mój widok.

- Cześć. W czym mogę pomóc? -zapytałam.

- Cześć. Chciałbym się spytać, czy przypadkiem nie potrzebujecie w czymś pomocy, ale chyba jestem nie w porę - powiedział i już chciał iść z powrotem, jednak go zatrzymałam.

- Nic nie szkodzi i tak miałam zamiar wstać, ale taty nie ma akurat w domu, więc nie do końca orientuję się, co jest do zrobienia. Może przyjdziesz później, jak już wróci? - zapytałam.

- Dobrze, jak co to mieszkam w tamtym domu naprzeciwko. Gdyby byłbym jednak potrzebny, to wystarczy podejść - powiedział i wskazał na żółty dom, który znajdował się naprzeciwko naszego nowego lokum.

- Będę pamiętać.

Przez chwilę patrzeliśmy tak na siebie, nie wiedząc co powiedzieć.

- Dobrze. Ta ja już może sobie pójdę. Do zobaczenia - odezwał się jako pierwszy.

- Do zobaczenia - odpowiedziałam i zamknęłam drzwi, kiedy chłopak się odwrócił.

Było to trochę dziwne. Jeszcze nikt tak nie przyszedł do nas spytać się czy w czymś potrzebujemy pomóc. Ludzie tutaj muszą być bardzo mili.
Powoli wróciłam do swojego pokoju i wyjęłam z torby ubrania, z którymi ruszyłam do łazienki. Pośpiesznie się odświeżyłam i już miałam wychodzić, gdy usłyszałam, jak otwierają się drzwi wejściowe. Wyszłam z łazienki. Podeszłam do balustrady i wychyliłam się, aby zobaczyć, kto przyszedł. Był to tata z torbami pełnymi zakupów.

- Cześć tato - zawołałam do niego.

- Witaj skarbie, wyspałaś się? - zapytał, spoglądając na mnie z dołu.

-Tak. A właśnie. Niedawno przyszedł do nas jakiś chłopak i pytał się czy przypadkiem nie potrzebujemy pomocy - powiedziałam, wracając do łazienki.

Nie zamykałam drzwi. Musiałam się tylko uczesać. Rozczesałam włosy i związałam je w koński ogon.

- I co mu powiedziałaś? - ciągnął rozmowę tata.

- Powiedziałam mu, aby przyszedł później, jak już wrócisz.

- Aha. Dobrze zrobiłaś. Schodź na dół na śniadanie.

Szybko zeszłam, że schodów i weszłam do kuchni. Tata akurat rozpakowywał zakupy, które przywiózł. Podeszłam do stołu i zerknęłam do jednej z torb. Były w niej owoce. W drugiej natomiast warzywa.

- W samochodzie są jeszcze inne torby, mogłabyś je przynieść? - poprosił mnie tata.

- Dobrze - odpowiedziałam i wyszłam na dwór.
Ruszyłam w kierunku samochodu, którego tata zaparkował na podjeździe. Otworzyłam bagażnik i zabrałam się za wyciąganie z niego toreb z zakupami. Jedną z nich położyłam na chwilę na betonie przy samochodzie, a dwie następne wzięłam, przyciskając je do siebie tak, aby nie wypadły. Wolną ręką zamknęłam drzwi bagażnika. Następnie wzięłam z ziemi torbę, którą wcześniej na niej położyłam.
Nagle usłyszałam wrzaski z drugiej strony jezdni. Odwróciłam się, jednak nikogo tam nie było. Musiały one dobiegać z domu chłopaka, który rano do nas przyszedł. Niespodziewanie otworzyły się drzwi, a z niego wyszedł wysoki blondyn. Miał na sobie czarny T-shirt. Zatrzasnął za sobą drzwi i ruszył w kierunku drogi, mamrocząc coś pod nosem. Nagle zatrzymał się na chodniku i spojrzał w moją stronę. Przyjrzał mi się z oburzoną miną.

- Co się gapisz? - burknął w moją stronę.

- Jej jakie maniery - powiedziałam pod nosem i ruszyłam z powrotem do domu.

Trzasnęłam za sobą drzwiami i ruszyłam do kuchni.

- Co się stało? - zapytał tata zdziwiony moim zachowaniem.

- A nic szczególnego - odpowiedziałam, kładąc na stół torby.

- Musiało się coś stać, ponieważ ty jeszcze nigdy nie trzaskałaś drzwiami.

- Naprawdę nic ważnego. Sprawdzałam, czy drzwi są wytrzymałe - skłamałam tacie.

Nie ciągnęliśmy już więcej tego tematu i zabraliśmy się za przyrządzanie śniadania. Postanowiliśmy wspólnie, że zrobimy sobie tosty z serem. Ja zabrałam się za robienie tostów, a tata zrobił kakao. Wygłupialiśmy się jak zawsze rano, aby poprawić sobie humor na początek dnia. Stare nawyki z mojego dzieciństwa zostają, chociaż szkoda, że nie ma przy nas mamy, z nią byłoby o wiele bardziej śmiesznie. Zjedliśmy spokojnie śniadanie. Po posiłku pozmywałam naczynia, tata natomiast w tym czasie poszedł sprawdzić, co można zrobić w domu. Po chwili tata przyszedł zasmucony.

- Co się stało? - zapytałam zdziwiona.

- Właśnie nic się nie stało, tylko że nie mamy co robić w domu - odpowiedział.

Wybuchnęliśmy razem śmiechem, po jakiejś minucie dopiero się uspokoiliśmy i spoważnieliśmy.

- A tak poza tym, jak nie mamy nic do roboty, to możemy pójść na zakupy, kupić ci jakieś ładne ciuszki do szkoły - powiedział, po chwili.

-Nie tato, tylko nie to, znowu każesz mi chodzić po sklepach za ciuchami. Przecież wiesz, jak tego nie lubię.

- Przecież nie pójdziesz w pierwszy dzień do szkoły w dresach, a inne ładne ubrania sprzedałaś.

- Ale nikt mi nic nie zrobi, że pójdę w dresach i tak zapewne niedługo wyjedziemy i nie będą tego pamiętać.

- Nie denerwuj mnie Alison. Pakuj się do wozu i ruszamy do sklepów - powiedział stanowczym tonem, a wiedziałam, że jak tak mówi, to nie wolno się stawiać.

Posłusznie wyszłam z budynku i usiadłam na miejscu pasażera. Po chwili przyszedł tata i ruszyliśmy w drogę. Bez trudu dojechaliśmy do centrum. Tata zaciągnął mnie do pierwszego sklepu. Bez problemu kupiłam kilka ciuchów. Chciałam jak najszybciej wyjść ze sklepów i nie musieć się męczyć. Jednak tata zaciągnął mnie jeszcze do obuwniczego. Zaczął zawzięcie wybierać mi buty i tak ze sklepu wyszliśmy z kolejnymi torbami. Nigdy nie dawał za wygraną i zawsze musiał postawić na swoim i kupować mi nie wiadomo ile rzeczy. Niektórzy zawzięcie mi by zazdrościli, a ja za wszelką cenę wolałabym nie kupować tyle ubrań.

- Może ja pójdę odnieść torby, a ty kupisz coś dla siebie - powiedziałam znudzona.

- Dobrze - powiedział, podając mi kluczyki, w dalszym ciągu nie odrywając wzroku od półki z butami.

Powoli doszłam do samochodu. Chciałam, aby jak najszybciej zleciał ten dzień. Po pewnym czasie doszłam do parkingu. Na ławce niedaleko siedział blondyn, którego rano widziałam. Nie był sam. Towarzyszyło mu dwoje kolegów, którzy popijali piwo i palili papierosy. Jedynie on jeden tego nie robił. Siedział i rozmawiał z kolegami. Nie chciałam, aby zobaczył, że mu się przyglądam, więc szybko podeszłam do samochodu, nie zerkając już w jego kierunku. Nadal byłam oburzona jego zachowaniem z rana i nie chciałam, aby zepsuł mi resztę dnia. Wystarczyło mi, że musiałam chodzić z tatą po sklepach. Wsadziłam torby do bagażnika i już miałam zamknąć drzwi, gdy usłyszałam czyjeś kroki.

- Hej laska, co porabiasz? - zapytał ktoś nieznajomy.

Zamknęłam szybko bagażnik i odwróciłam się w stronę, z którego dochodził głos. Za mną stał jeden z kolegów blondyna.

Był to wysoki chłopak z kilkudniowym zarostem i ciemnymi włosami.

- A co cię to interesuje?

- Bo jestem ciekawski - odpowiedział chłopak.

- A słyszałeś, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła.

- Uuu ostra, lubię takie. A może byłabyś zainteresowana spotkaniem ze mną?

- No nie wiem, ale raczej nie będę miała ochoty się z tobą spotkać - odpowiedziałam stanowczo.

- Uuuu, ale cię spławiła Steve - powiedział koleś, który dalej stał przy blondynie.

- A teraz przepraszam cię, ale muszę coś załatwić - powiedziałam i zamykając samochód, ruszyłam z powrotem do sklepu.

Koledzy nieudanego podrywacza, dalej się z niego naśmiewali, a ja byłam z siebie dumna.