Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dar. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ 18

- Mama? - zapytałam, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę.

- Witaj córciu. Jak się miewasz? - odezwała się swoim melodyjnym głosem.

- Nie za dobrze. Wszystko w tak krótkim czasie się pokićkało. Sama nie wiem co mam robić — odpowiedziałam smutno.

- Nie martw się skarbie. Wszystko w końcu się ułoży. Obiecuję ci. Musisz jednak pamiętać, czego cię uczyłam przez całe życie. Pomimo strat, które poniesiesz, nie poddawaj się, a zwyciężysz dobrem. To jest najważniejsze.

- Mamo, ale ja nie wiem, czy dam radę. Nie panuję nad tym wszystkim — powiedziałam, powstrzymując płacz.

Mama przytuliła mnie do siebie. Była zimna, jednak jej uścisk zawsze mnie pocieszał. Poczułam się przy niej bezpieczna i silna.

- Dasz radę, ja w ciebie wierzę — ucałowała mnie w czoło i zniknęła. Poczułam się o wiele lepiej.

Bardzo tęskniłam za nią. Minęło tyle lat od jej śmierci, jednak ona zawsze potrafi tak samo pocieszyć. Pamiętam, jak w wieku czterech lat zmarła babcia. Bardzo płakałam za nią i nie chciałam w ogóle jeść. Mama opowiedziałam mi wtedy historię o duchach, które czuwają nad swoimi bliskimi. Powiedziała mi, że babcia właśnie jest takim duchem, który jest obok mnie, pilnując mnie dzień i noc. Przestałam rozpaczać, wierząc w to, co powiedziała. Jednak nie widziałam duchów. Nie wiedziałam wtedy, że posiadam jakiś dar. Rodzice zadbali o to, abym się nie dowiedziała.

Niespodziewanie na ziemi przede mną wylądował kruk. Przyglądał mi się uważnie, aby po chwili, ponownie wzbić się w powietrze, siadając na moim kolanie.

- No i co ja mam zrobić? - zapytała, pomimo tego, że wiedziałam, że nie uzyskam od niego odpowiedzi.

- Zrób to, co uważasz za słuszne — odpowiedział jakiś obcy głos. Rozejrzałam się dookoła, upewniając się, czy przypadkiem, ktoś się nie pojawił, jednak nikogo nie było. Ponownie spojrzałam na czarnego ptaka.

- Sama dobrze wiesz, jak postąpisz. Jednak musisz się pospieszyć, gdyż nic nie trwa wiecznie. A każda decyzja potrzebuje czasu, którego brak.

Nie wiedziałam, kto do mnie mówi, jednak miał rację. Zostały mi niecałe dwa dni.

Niespodziewanie usłyszałam czyjeś kroki. Kruk odleciał, zostawiają mnie samą, z tajemniczym przybyszem, który się zbliżał. Spojrzałam w kierunku, z którego dochodził dźwięk. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam wychodzącego z krzaków...

Andy

Starając się wyjść z tych gęstych krzaków, w oddali zobaczyłem stary dom. Pamiętałem go bardzo dobrze. Zazwyczaj, gdy wszyscy byli przeciwko mnie przychodziłem do niego, aby pomyśleć. Został mi do przejścia jeszcze jeden krzak. Wszedłem do niego, a gdy przedostałem się na drugą stronę, zobaczyłem ją siedzącą na schodach.

- Co ty tutaj robisz? - zapytała, patrząc w moim kierunku.

- O to samo mógłbym cię zapytać — odparłem, kierując się w jej stronę.

Usiadłem obok niej, lecz ona już na mnie nie patrzyła. Siedziała zamyślona. Byłem ciekawy, o czym myśli, jednak wiedziałem, że się nie dowiem. Byłem pewny, że mnie nie lubi. Zapewne wiedziała już, że nie widzę duchów, ale nie mogę powiedzieć, co umiem naprawdę. Już wolę, aby myśleli, że nic nie umiem. Gdyby się dowiedzieli, co potrafię, unikaliby mnie jak ognia. Nikt nie lubi odczuwać bólu, a ja go właśnie powoduje. Gdy jestem zły, staram się nie patrzeć nikomu w oczy, bo właśnie w taki sposób go sprawiam. Nie lubię go. Jest nieużyteczny. Wolałbym być już wilkołakiem jak moi kuzyni, lecz nie, bo ja muszę być inny. Wolałbym być medium, ale to nigdy nie wypali.

- Nad czym tak rozmyślasz? - zapytała niespodziewanie Alison.

- O niczym, zamyśliłem się po prostu — odpowiedziałem pośpiesznie.

- Nie wydaje mi się, ale jak nie chcesz powiedzieć to nie, ale wiedz, że kłamstwo Ci licho wychodzi — odparła po chwili.

- A tak zostawiając mój temat, to oprócz tego, że widzisz duchy to, co jeszcze umiesz? - zapytałem, zmieniając temat.

- A co ja z tego będę mieć. Nie lubię cię i jakoś nie mam ochoty zdradzać ci wszystkiego o sobie — odpowiedziała.

Wiedziałem, ze się z nią nie dogadam. Zapewne Lucas zdążył ją nastawić przeciwko mnie, ale tak jest zawsze.

Nagle do moich uszu doleciał dziwny ryk, tak jakby niedaleko znajdował się dzik, ale to nie mogło być prawdą. W tutejszych lasach nie żyje nic innego oprócz wilków, a dlaczego tak jest można bez trudu się domyślić.

- Co to może być? - zapytała dziewczyna.

- Podejrzewam, że to... - nie dokończyłem, bo zwierzę wyskoczyło z dwumetrowych, kolczastych krzaków.

Miałem rację. To był dzik, lecz nie zwykły, tylko przerośnięty tak, jak większość zwierząt w tym mieście. Zwierzę szarżowało prosto na nas, jakby coś specjalnie je wypłoszyło.

- Co się dzieje? Co robimy? - zapytała przerażona dziewczyna.

Nie było czasu na tworzenie planu, gdyż dzik biegł bardzo szybko. Nie miałem wyboru. Musiałem działać. Stanąłem na równe nogi i spojrzałem bestii prosto w oczy. Nagle zwierzę rzuciło się na ziemię i zaczęło zwijać się z bólu. Dar zadziałał bez zarzutu. Nie miałem pewności czy na zwierzętach, też działa, ale jak widać, również mogę je nokautować.

Niespodziewanie, bestia zaczęła przemieniać się w człowieka. Alison stanęła obok mnie, przyglądając się ze zdziwieniem przemianie. Zrobiłem kilka kroków do przodu, aby przyjrzeć się zwijającemu się człowiekowi. Był to chłopak o brązowych włosach. Mógł być o dwa lata młodszy ode mnie. Wydawało mi się, że widziałem go niedawno w jakimś sklepie, ale na pewno nie było to w Dark Hills. Oderwałem od niego wzrok, aby przerwać połączenie. Miałem przeczucie, że jeśli dłużej go będzie trzymał potężny ból, to chłopak zemdleje, a chciałem dowiedzieć się czegoś od niego. Kucnąłem obok chłopaka i odwróciłem go na plecy, aby móc patrzeć mu w twarz.

- Kim jesteś i czego chcesz? - zapytałem poważnym tonem.

- Jestem Liam — odpowiedział słabo.

Wiedziałem, że osłabił go mój dar. Używając go, nie używam swoich sił, tylko energię ofiary. Dzięki temu w ogóle się nie męczę, a za to przeciwnik słabnie.

- Ktoś cię tu przysłał? - zapytałem prawie krzykiem.

Nie wiem dlaczego, ale zaczął ogarniać mnie gniew.

- Nie mogę powiedzieć — odpowiedział niepewnie.

- Czekaj mam lepszy pomysł — odezwała się niespodziewanie Alison.

- Niby jaki? - zapytałem, próbując opanować złość.

- Zaraz zobaczysz — odpowiedziała szatynka.

Nie rozumiałem, jednak po chwili stało się coś dziwnego. Na miejscu dziewczyny zobaczyłem kupkę martwych ciał. Rozpoznałem wśród nich ciało Lucasa, Alexa, cioci, Hanka, Stevena, Alice, Nicole oraz ciało Alison. Nagle za nimi wynurzyła się czarna postać. Zaczęła przybliżać się w moim kierunku. Bałem się. Bałem się, co postać w czarnej pelerynie zrobi. Niespodziewanie pochylił się nade mną. Poczułem jego oddech. Zamknąłem oczy, aby przygotować się na atak, który nie nastąpił.

ROZDZIAŁ 16

- Nie może mi się, aby wydaje — odparł po chwili ciszy Philip.

- Nie obchodzi mnie czy ci się wydaje, czy nie. Chcę wiedzieć, co miałeś na myśli z tym krukiem — krzyknęłam zdenerwowana.

Miałam w tym momencie ochotę uderzyć chłopaka pięścią w twarz, tylko po to, aby dokończył to, co zaczął mówić. Niespodziewanie kruk zaczął głośno krakać, aby po chwili wylecieć przez rozbite okno. To było dziwne.

- Miałem na myśli to, że mógł być tak jakby doręczycielem, który miał ci coś przekazać, jednak z tego, co teraz zobaczyłem, to nie jestem wcale tego taki pewien — powiedział Philip.

- Ty wiesz, że to, co mówisz, nie mam sensu. To nie możliwe — odparłam, sama nie wiedząc co mam myśleć.

- W tym mieście wszystko może być możliwe — powiedział nagle Lucas.

- Obudziłeś się w końcu. Jak się czujesz? - zapytałam pośpiesznie, zapominając o wcześniejszej rozmowie.

- Lepiej. Już mnie nic nie boli — odpowiedział, siadając na kanapie.

- A pamiętasz coś z wczoraj? - zapytał Philip.

-Nie. Nie mogę sobie nic przypomnieć — powiedział po chwili namysłu.

- Znasz przypadkiem jakiegoś Andy'ego? - zapytałam, przerywając ciszę, która nastała.

- Tak to mój głupi kuzyn, a czemu pytasz?

- Bo jak spaliście, to przyszedł i szukał twojej mamy. Jednak go nie wpuściłam do domu.

- Nie dziwię się, zapewne zdążył cię już czymś wkurzyć. Kazali mu przyjechać, aby rozwiązać z tobą zagadkę morderstw. Ponoć „posiada" dar, chociaż, prawdę mówiąc, nikt mu nie wierzy — powiedział, dając nacisk na posiadanie daru.

- Zobaczy się w praniu, ale najlepiej nie mówić mu na razie co potrafię, bo będzie śledził moje ruchy.

Kiedy skończyliśmy rozmawiać, naszykowałam wszystkim kanapki. Czasami Lucas pojękiwał, że bolą go żebra, ale nie mogłam mu pomóc. Bałam się, że to spowoduje, że będzie się wolniej leczył. Wiedziałam, że mój dar sam zabija rannych, nawet o tym nie wiedząc. Ktoś by mógł pomyśleć, że ten dar jest pomocny, jednak do mnie taki nie jest. To przyspiesza śmierć, jednak to dar dla osób, dla których nie ma już szans na przeżycie. Nie muszą umierać w mękach, gdyż ból znika.

Dowiedziałam się od Philipa, również co powodują te czarne smugi, dzięki, których oprawcy Hanka uciekli w popłochu. Jestem tak jakby strachem. Gdy używam mocy, dla ludzi, którzy mnie widzą, jestem tym, czego się boją najbardziej. Jednak on nie chciał mi powiedzieć, co widział wtedy. Twierdzi, że nic wtedy nie widział, gdyż, on boi się najbardziej ślepoty. Według mnie to głupie, a on po prostu nie potrafi wyznać prawdy.

Po śniadaniu Lucas zadzwonił do mamy poinformować ją, że Andy jest w mieście. Było słychać w całej kuchni, że ucieszyła ją ta wiadomość, jak się później okazało, ona jako jedyna go uwielbia, gdyż jest jej jedynym chrzestniakiem.

Philip natomiast gdzieś zniknął, twierdząc, że musi załatwić coś ważnego. Nie będę się wtrącać w jego życie, jednak zmartwiło mnie to, gdyż od śniadania, był bardzo zamyślony.

Zostawiłam na pewien czas Lucasa samego w domu, gdyż musiałam się odświeżyć, mimo że nie miałam zamiaru iść dzisiaj do szkoły. Poszłam do domu i biorąc z szafy jakieś ubrania, poszłam z nimi do łazienki. Wzięłam szybki prysznic oraz umyłam włosy, które po wysuszeniu uczesałam w koński ogon.

Niespodziewanie usłyszałam dzwonek. Pospiesznie zeszłam po schodach, otwierając drzwi gościowi, jednak gdy zobaczyłam, kto przyszedł, krew się we mnie zagotowała.

Na werandzie stał Andy. Już miałam zamknąć mu drzwi przed nosem, gdy na drodze zobaczyłam dziwną postać. Była to dziewczyna, która miała liczne rany na ciele. Chłopak spojrzał w tym samym kierunku co ja.

- O co chodzi? - zapytał po chwili.

- Nie widzisz jej? - spytałam.

- Niby kogo. Nikogo tam nie ma — powiedział po chwili.

Niespodziewanie dziewczyna zaczęła kierować się w kierunku lasu.

Bez namysłu ruszyłam za nią, a chłopak ze mną. Nie przerywał mi. Wiedział, że coś musi się dziać. Szliśmy spokojnie za zjawą. Prowadziła nas przez kręte ścieżki, które po chwili zmieniły się w krzewy. Było ich coraz więcej, przez co było coraz trudniej przechodzić. Jednak się nie zatrzymywałam. Chciałam za wszelką cenę dowiedzieć się, gdzie ona zmierza. Niespodziewanie dziewczyna zatrzymała się przed krzakiem wysokim na dwa metry. Zatrzymałam się obok niej. Nagle zobaczyłam coś między gałęziami. Schyliłam się, aby zobaczyć, co to jest. Przeraziłam się, gdy przed moimi oczami zobaczyłam zwłoki jakiejś dziewczyny. Po chwili zrozumiałam, że to po to zjawa nas tutaj przyprowadziła. Spojrzałam w jej stronę, lecz jej już nie było.

- Co tam znalazłaś? - zapytał niespodziewanie Andy.

- Sam zobacz — powiedziałam, a on podszedł, aby spojrzeć na znalezisko.

- Matko, co się jej stało? - zapytał nagle.

- A skąd mam wiedzieć, jedynie mam pewne podejrzenia — odpowiedziałam.

Niespodziewanie usłyszałam swój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Był to obcy numer. Odebrałam.

- Słucham — odezwałam się, przykładając telefon do ucha.

- Alison gdzie jesteś, byłem u ciebie w domu, ale cię tam nie było — odezwał się rozmówca. Po głosie wywnioskowałam, że jest zdenerwowany.

- A kto mówi? - zapytałam.

- Lucas, a jeśli chcesz wiedzieć, skąd mam twój numer, to dał mi go twój tata — powiedział.

- Jestem z twoim głupim kuzynem w lesie, znalazłam zwłoki.

- Dobra. Nie ruszaj się, za chwilę zjawimy się tam, powiedz Andy'emu by nic nie tykał.

- Dobrze — powiedziałam, po chwili naciskając czerwoną słuchawkę.

- Czemu uważasz, że jestem głupi — zapytał nagle chłopak.

- Większość w Dark Hills tak uważa. Ponoć posiadasz jakiś dar. Zgadza się? - zapytałam go.

- Tak. Potrafię kontaktować się z duchami — odpowiedział dumny.

- A potrafisz je zobaczyć?

- No jasne, że tak.

- To bardzo ciekawe. Skoro potrafisz widzieć duchy to, czemu nie widziałeś zjawy dziewczyny, która nas tutaj przyprowadziła.

- Serio, gdzie ona jest? - zapytał podekscytowany.

- Już znikła. Podejrzewam, że ten twój dar to pic na wodę.

- A skąd mam wiedzieć, czy ty po prostu mnie nie wrabiasz.

- Spytaj swojego kuzyna, on prawdę ci powie.

- Ta pewnie

Niespodziewanie na z pobliskich krzaków wyskoczyły trzy przerośnięte wilki. Na środku stał czarny, a po bokach brązowy i szary. Podejrzewałam, że na środku stał Lucas, a jego towarzysze to Hank i Steven. Po chwil również pojawił się zziajany Philip. Mogłam się tego spodziewać. Wszyscy przyglądali się mu, kiedy próbował umiarkować oddech.

- Co się tak patrzycie. Nie widzieliście nigdy zmęczonego człowieka — warknął, kiedy w końcu mógł normalnie oddychać.

Powoli czarny wilk zbliżył się do krzaków. Nagle zobaczyłam, jak ktoś chowa się za drzewami. Nie wiedziałam dokładnie, kto to był, jednak byłam pewna, że nas śledzi. Szary wilk zobaczył, że się komuś przyglądam. Spojrzał pośpiesznie w kierunku, gdzie stał nieznajomy. Niespodziewanie intruz zmienił się w mgłę, która po chwili zniknęła. Kto to mógł być?

ROZDZIAŁ 14

Robiło się coraz ciemniej. Zabierając ze sobą nieprzytomnego chłopaka, wyszliśmy z zaułka, aby poszukać samochodu.

Ja miałam łatwe zadanie. Wystarczyło, że przy każdym samochodzie sprawdzić pilotem czy reaguje. Gorzej miał natomiast Philip. Musiał nieść nieprzytomnego Hanka.

Niespodziewanie zobaczyłam na sąsiedniej ulicy stojący samochód, który do złudzenia wyglądał tak samo, jak ten, którym przyjechał po mnie chłopak, gdy zabierał mnie na imprezę. Przeszłam szybko przez trawnik dzielący mnie od niego i nacisnęłam guzik pilota. Zareagował.

Podbiegłam do Philipa, który z trudem starał się utrzymać wilkołaka w pionie. Pomogłam im dojść do samochodu. Położyliśmy Hanka na tylnym siedzeniu. Mój nowy znajomy usiadł na miejscu kierowcy, a ja zajęłam miejsce pasażera.

Chłopak wsadził kluczyk do stacyjki i nic więcej nie zrobił.

- Wiesz co dalej zrobić? - zapytał po chwili zupełnie spokojnie.

- Tylko mi nie mów, że nie umiesz prowadzić samochodu — powiedziałam przerażona.

- Żartowałem. Musiałaby widzieć swoją minę — odezwał się rozbawiony.

Wkurzona uderzyłam go lekko w ramię. Chłopak odpalił bez problemu i już po chwili jechaliśmy w kierunku Dark Hills. Podróż minęła nam spokojnie. Nic dziwnego się nie wydarzyło, jedynie Hank co chwilę dziwnie powarkiwał. Kiedy znajdowaliśmy się już na miejscu, Philip zaparkował samochód przed domem państwa Thompsonów. W tym samym momencie co wysiadłam z pojazdu, z domu wybiegła przerażona mama Lucasa, zmierzając w naszą stronę. Zobaczyła na tylnym siedzeniu nieprzytomnego chłopaka. Poprosiła nas, abyśmy go zanieśli do salonu, aby tam położyć go na kanapie, a ona zajmie się resztą.

Kiedy Hank leżał już wygodnie na kanapie, razem z Philipem wróciliśmy do mojego domu. Naszykowałam nam kanapki do jedzenia, gdyż nie miałam już ochoty robić spaghetti. Zrobiłam nam również po kubku owocowej herbaty.

- Masz gdzie nocować? - zapytałam, kładąc przed chłopakiem kubek z ciepłym napojem.

- Znajdę jakiś nocleg w motelu. A czemu pytasz?

Sama nie wiem czemu, ale wpadł mi pewien pomysł, aby odwdzięczyć się chłopakowi, który naprawdę mi pomógł. Pomimo że go nie znałam, czułam, że on może pomóc mi w tym wszystkim, co się wokół mnie dzieje.

- Bo jakbyś chciał, mógłbyś u nas przez pewien czas pomieszkać. Mamy wolne miejsce, a mojemu tacie na pewno nie będzie to przeszkadzać, w szczególności, że będzie miał z kim pogadać o męskich sprawach, a ja przy okazji nie będę musiała oglądać z nim jutrzejszego meczu.

- To jak nie będę przeszkadzać, to z chęcią zostanę — powiedział i upił łyk herbaty.

Nagle jego wzrok zmętniał. Jego gałki oczne zrobiły się całe białe. Wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego...

Lucas

Dobiegłem na miejsce najszybciej, jak tylko mogłem. Jednak nikogo tam nie było. Na ziemi jedynie leżały dwie metalowe rury, które ktoś musiał zgubić. Wyczuwałem zapach przyjaciela, lecz nigdzie go nie było. Dotarł również do mnie zapach, który dobrze znałem. Nie mogłem tylko przypomnieć, od kogo on należał. Nagle poczułem, jak wibruje mi telefon w kieszeni. Pospiesznie wyjąłem go i spojrzałem, kto dzwonił. Był to numer mojej mamy. Szybko odebrałem.

- Słucham — powiedziałem.

- Synku wracaj do domu. Hank jest u nas cały. Alison i jej kolega go przywieźli — powiedziała spokojnie.

Było to nieco za dziwne, ale jednak w duchu się ucieszyłem, że mój przyjaciel jest cały. Jedyne co mnie zastanawiało, to jak dziewczyna znalazła się z tym dziwnym kolegą tak szybko tutaj. Przecież na pewno nie przybiegli, gdyż ja wyruszyłem szybciej od nich.

- Dobrze. Zaraz będę — powiedziałem i się rozłączyłem.

Nagle poczułem jakiś obcy zapach. Towarzyszył mu ciężki oddech jakiegoś mężczyzny. Nie miał on jednak dobrych intencji. Odwróciłem się powoli i zobaczyłem wysokiego mężczyznę. Musiał mieć około trzydziestki. Wydawało mi się, że gdzieś go już kiedyś spotkałem, lecz nie mogłem sobie przypomnieć. Nie widziałem, aby miał jakąś broń. Jednak coś mi tutaj nie pasowało. Niespodziewanie mężczyzna przemienił się w wilkołaka, lecz nie był on taki jak ja. Wyglądał bardziej tak jak te, co wykreował świat telewizji. Wysoki, brzydki, łysiejący, który potrafi stać na dwóch tylnych łapach. Pierwszy raz widziałem takiego typu stwora. Nawet nikt z miasteczka tak nie potrafił. Wyglądaliśmy jak przerośnięte wilki, które miały zaburzenie hormonu wzrostu. Mężczyzna zaczął na mnie warczeć, aż po chwili się na mnie rzucił. W ostatnim momencie zdołałem się przemienić. Bestia przygwoździła mnie do ziemi. Próbował mnie zabić jednak miałem dość siły, aby się nie dać. Nagle spojrzałem w jego umysł. Zobaczyłem kobiety. Mnóstwo kobiet, które za każdym razem kończyły martwe. Jedną z nich była moja Rose. Była tak samo ubrana, jak w dniu swojej śmierci. Kłóciła się z nim. Odpychała go od siebie. Dziewczyna wsiadła do samochodu i odjechała od niego jak najszybciej. Jednak on nie chciał dać za wygraną. Wsiadł do swojego wozu i zrzucił jej samochód z pobliską przepaść. Wyciągnął ją z samochodu. Wciąż żyła, jednak on jej nie pomógł. Wziął do ręki duży odłamek szkła i wbił go w jej klatkę piersiową. Był dumny z tego, co zrobił. Nagle jego myśli znikły. Wróciłem do rzeczywistości.

To on zabił moją Rose. Obiecałem, że ją pomszczę i dotrzymam obietnicy. Zrzuciłem potwora z siebie. Staliśmy teraz naprzeciwko siebie. Zaczęliśmy walczyć. Wygrywałem, gdy nagle mój przeciwnik wymruczał coś pod nosem. Niewidzialna siła rzuciła mnie o betonowy mur. Poczułem, jak coś we mnie pęka. Nie był to na szczęście kręgosłup. Pod wpływem uderzenia złamałem kilka żeber. Znajdowałem się na przegranej pozycji. Mogłem się pożegnać z życiem. Mężczyzna podszedł do mnie już w ludzkiej postaci. Zaczął coś do mnie mówić, lecz go nie słuchałem. Zobaczyłem, jak zbliża się do nas jakąś postać. Myślałem, że to anioł. Powiedział coś do mężczyzny, który natychmiast uciekł. Anioł był taki piękny. Wyglądał zupełnie tak samo, jak Alison. Podszedł do mnie i złapał mnie za dłoń. Poczułem ulgę. Nic mnie już nie bolało.

- Kocham cię — powiedziałem resztkami sił.

Zawsze chciałem powiedzieć to Alison. Jednak bałem się. W tej chwili chciałem, aby wiedziała, do niej czuję. Mimo że nie była to ona, musiałem to powiedzieć. Może kiedyś ten piękny anioł powie jej, co do niej czuję. Zamknąłem oczy. Nie miałem już na nic sił. Poddałem się. Usnąłem.

Philip

Dotarliśmy na miejsce w ostatniej chwili. Minutę później i już mogłoby być po nim. O dziwo zamaskowany mężczyzna szybko uciekł. Kto mógłby się spodziewać, że na dźwięk głosu Alison zwieje. Jak zwykle trzymałem się z tyłu. Nic nie mogłem zrobić. Jedyne co potrafiłem doskonale to przeczuwać czyjąś śmierć. Na szczęście niektórych można przed nią uratować. Dziewczyna od razu podbiegła do chłopaka i złapała go za rękę. Chłopak uśmiechnął się.

- Kocham cię — powiedział po chwili i zamknął oczy.

Umierał. Nagle mnie olśniło.

- Odsuń się od niego Alison — krzyknąłem od razu.

- Niby czemu? - spytała przez łzy.

- Ty zabierasz ból, a na łożu śmierci nie czuje się nic. Przez ciebie on się nie uleczy i umrze — odpowiedziałem.

Dziewczyna szybko się odsunęła, puszczając jego dłoń. Niespodziewanie twarz chłopak przybrała grymas bólu. Dziewczyna wtuliła się w mój tors. Wiedziałem, że ona nie może patrzyć, jak on cierpi. Bolało ją to również mocno co jego. Owinąłem ją jedną ręką w pasie, a drugą pogłaskałem po włosach.

- Wszystko będzie dobrze, Lucas przeżyje — powiedziałem, pocieszając ją.

Chłopak coraz bardziej wywijał się w bólu. Zapewne kości starały się zrosnąć. Jednak zapewne jak wrócimy do Dark Hills będzie trzeba mu je ponownie złamać, aby mogły się zrosnąć, jak należy. Po kilku minutach leczenie dobiegło końca. Musieliśmy ponownie się przenieść do miasteczka. Wziąłem nieprzytomnego chłopaka na ręce. Nie było to łatwe, gdyż ważył nieco więcej niż Hank. Alison starając się nie dotykać Lucasa, przeniosła nas do jego domu. Jego mama omal nie zemdlała, kiedy zobaczyła nas w pokoju ze swoim nieprzytomnym synem.

- Co się stało? - zapytała, siadając na fotelu.

- Philip miał wizję, jak Lucas umiera, więc zaczęliśmy go szukać, aż w ostatnim momencie go znaleźliśmy — powiedziała Alison w skrócie, opisując wszystko, przy okazji pomijając parę szczegółów. Nie dziwię się jej, na miejscu matki chłopaka, też wolałbym tych szczegółów nie wiedzieć. Położyłem chłopaka na kanapie, z której zszedł Hank, aby ustąpić miejsca swemu towarzyszowi. Padałem z wykończenia. Ręce strasznie mnie bolały od tego wszystkiego. Usiadłem w koncie, aby nieco odpocząć. Niespodziewanie stanęła przede mną mama chłopaka.

- Dziękuję ci za wszystko. Dzięki tobie mój synek żyje. Jak mogę ci się odwdzięczyć? - zapytała, kucając przede mną.

- Nie musi pani nic dla mnie robić. Taka jest moja rola w tym wszystkim — odpowiedziałem.

- Nie rozumiem. Jednak jeśli byś czegoś potrzebował, to wiesz gdzie mnie szukać — rzekła kobieta i powróciła do syna.
Spojrzałem na Alison. Patrzyła zrozpaczonym wzrokiem na nieprzytomnego chłopaka. Nie spodziewałem się, że córka śmierci może być tak naturalnie ładna. Zazwyczaj jak jakąś spotykałem, to miała tonę tapety na twarzy. Gdybym nie widział, że między Alison a Lucasem coś jest, to zapewne zarywałby do niej. Na początku chciałem jedynie zagadać. Nie wiedziałem wtedy, kim jest. Teraz wiem i jeszcze bardziej mnie do niej ciągnie. Nie mam jednak szans. Gdybym był na jej miejscu, kogo bym wybrał? Wilkołaka czy męską wersję banshee? No jasne, że wybrałbym jego. Nie mam u niej szans. Jedynie co mi zostaje to zostać jej przyjacielem. Kurde, czemu to takie trudne. W szczególności, że jest moją siostrą. No dobra, nie jesteśmy wcale spokrewnieni, mimo że mamy wspólnego ojca, lecz ja do końca nie jestem tego pewien. Może i mam dar powiązany ze śmiercią, jednak nigdy się do mnie nie odezwał jak do syna, jednak ja go tak traktuję, gdyż się mną opiekuje.

Spojrzałem ponownie na dziewczynę, która nawet nie zmieniła pozycji, w jakiej przyglądała się Lucasowi.

Kurde, Damien czemu mi nie powiedziałeś, że ona jest taka ładna.

Nagle dziewczyna spoważniała. Wstałem z ziemi i szybko podeszłam do nich. Zobaczyłem, jak chłopak powoli otwiera oczy...

ROZDZIAŁ 11

Lekcje skończyłam o godzinę wcześniej. Nauczycielka chemii musiała szybko wrócić do domu, gdyż jej czteroletni syn się rozchorował. Stwierdziłam, że nie będę męczyć taty, aby po mnie przyjechał. Przecież mogę dojść sama do domu.

Wyszłam z budynku i skierowałam się w kierunku mojego domu. Pamiętałam dobrze drogę do niego. Szłam spokojnie, radując się piękną pogodą. Wiatr lekko powiewali, sprawiając, że nie było gorąco.

W oddali usłyszałam warkot motoru, który po chwili pojawił się za zakrętu. Kierowca zaczął powoli zwalniać, aby po chwili zaparkować przy najbliższym sklepie. Zgasił silnik i ściągnął kask. Nie widziałam jego twarzy, lecz podejrzewałam, że jest młody. Chłopak wszedł do sklepu motoryzacyjnego.

Nie zatrzymując się nigdzie po drodze, powoli doszłam do domu.

W korytarzu zostawiłam torbę i poszłam do kuchni wsiąść jakąś przekąskę. Pierwsze co wpadło mi do ręki, było jabłko, które wzięłam z koszyka, który stał na szafie i ruszyłam do salonu. Siadając na kanapie, włączyłam telewizor. Nie mogłam znaleźć nic, co by mnie zainteresowało. Poddając się, wyłączyłam telewizor. Zaczęłam się zastanawiać, co mogłabym zrobić na obiad. Zapewne jak tata wróci, będzie chciał się najeść. Wróciłam do kuchni i zaczęłam szukać po szafkach czegoś, co mogłabym zrobić do zjedzenia. Pomimo że parę dni temu tata zrobił porządne zakupy, jedyną ciekawą rzecz co znalazłam to mielone i koncentrat pomidorowy. Gdyby był jeszcze makaron, mogłabym zrobić spaghetti. Jednak szukanie jego było na marne. Nie miałam wyboru, musiałam iść do sklepu.

Wzięłam trochę pieniędzy i wyszłam z domu, zamykając go kluczem, którego włożyłam do tylnej kieszeni spodenek. Miałam kilometr do najbliższego spożywczaka. Włożyłam słuchawki do uszu i puściłam na telefonie muzykę.

Szybko dotarłam do sklepu. Drzwi się otworzyły, a ja poczułam na sobie letni podmuch powietrza, wylatującego z wentylatora. Sklep nie był duży, w porównaniu z tymi, które widziałam w innych miastach, był o wiele mniejszy. Od razu skierowałam się w kierunku półek z makaronem. Nie mogłam za wzięcie znaleźć potrzebnego produktu. Spojrzałam w górę i mnie zatkało. Makaron, którego potrzebowałam, znajdował się na najwyższej półce. Może i nie jestem najniższą dziewczyną, ale już wiedziałam, że nie dosięgnę. Jednak nie chciałam się poddać. Muszę go dostać za wszelką cenę. Próbowała podskakiwać, aby go dosięgnąć. Wiedziałam, że musiało to bardzo dziwnie wyglądać.

- Może ci pomóc? - usłyszałam za sobą jakiś głos.

Odwróciłam się, stając naprzeciwko chłopaka, którego nie widziałam jeszcze w mieście. Był to wysoki brunet, ubrany w dżinsową kurtkę i białą koszulkę z grafiką, której nie do końca rozumiałam. Jego ciemna karnacja, doskonale pasowała do brązowych oczu, które patrzyły się na mnie. Musiał być ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów wyższy.

- Dałbyś radę mi ściągnąć tamten makaron? - zapytałam, wskazując palcem na produkt.

Chłopak bez słowa podszedł do półki i bez żadnego problemu zdjął opakowanie, poddając mi je do ręki.

- Dziękuję — powiedziałam po chwil.

- Nie ma za co. Jestem Philip, a ty jak masz na imię?

- Alison — odpowiedziałam.

Skierowaliśmy się w milczeniu w stronę kasy.

- Mieszkasz tutaj? - zapytał chłopak, kiedy, zatrzymaliśmy się na końcu kolejki.

- Można tak powiedzieć. Wprowadziłam się tutaj kilka dni temu. A ty?

- Nie. Jestem tutaj tylko na pewien czas. Szukam czegoś ważnego. Słyszałaś przypadkiem, o jakiejś dziewczynie, która widzi duchy? Podobno tutaj mieszka.

- Nie słyszałam — skłamałam.

Ciekawe skąd mógł wiedzieć takie rzeczy, przecież nikt o tym nie wie, no, chyba że Lucas, ale nie podejrzewam, żeby on coś wygadał. Byłoby to nie sprawiedliwe wobec mnie.

- Szkoda. A nie widziałaś tutaj czegoś podejrzanego?

- Raczej nie — odpowiedziałam i płacąc kasjerce za produkt, skierowałam się w stronę drzwi.

Wyszłam na zewnątrz, zostawiając Philipa przy kasie. Nagle moją uwagę przykuł pewien pojazd. Wyglądał zupełnie tak samo, jak ten, na który podrywał mnie Michael rano. Samochód zatrzymał się obok przechodzącej dziewczyny. Nie znałam jej, mimo że na oko była w moim wieku. Wyjęłam telefon i potajemnie zrobiłam zdjęcie. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Zdziwiło mnie to, z niczego na nim nie było oprócz trawnika z rosnącymi drzewami niedaleko. To było dziwne, normalnie ich widziałam, jednak w telefonie nikogo nie było widać. Nagle zatrzymał się obok mnie Philip.

- Co tak stoisz? Na twoim miejscu nie patrzyłbym się tak natrętnie na tamtych ludzi, bo mogą się obrazić — powiedział po chwili chłopak.

-Widzisz ich? - zapytałam zdziwiona.

- No widzę, a niby czemu miałbym ich nie widzieć? - zapytał zdziwiony.

- Spróbuj zrobić im zdjęcie — powiedziałam, a on bez chwili zastanowienia zrobił to, co mu kazałam.

Zdziwił się, kiedy stało mu się to, co mi wcześniej. Nagle spojrzał na mnie.

- To ty! Matko ty, się nie kontrolujesz! — krzyknął po chwili.

- O co ci chodzi? - zapytałam zdziwiona, spoglądając na niego.

Chłopak nagle zrobił mi zdjęcie, a lampa błyskowa oślepiła mnie na chwilę. Musiałam zamrugać. Nic nie widziałam. Po paru sekundach wzrok zaczął wracać. Kiedy wszystko był już wyraźne, spojrzałam na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą widziałam samochód. Niczego już tam nie było. Wkurzona uderzyłam chłopaka w ramię.

- O co ci kobieto chodzi? - zapytał zdziwiony.

- Przez ciebie nie wiem, co się wydarzyło dalej — odpowiedziałam wkurzona.

- Ale dzięki temu mam to — powiedział, pokazując mi zdjęcie, na którym byłam ja. Jednak nie do końca. Moje oczy były całe czarne. Nie było widać w ogóle białego koloru. Wokół mnie krążyły czarne smugi, których jeszcze nigdy nie widziałam. Chociaż nie. Czasami się zdarzało, że widniały na niektórych zdjęciach. Zazwyczaj wtedy tata retuszował je, aby nie było ich widać.

- I dlatego oślepiłeś mnie lampą błyskową.

- Nie rozumiesz. Ty jesteś, tak zwaną posłanką śmierci.

Większość osób, takich jak ja posiadamy pewną cząstkę daru. Zazwyczaj widzimy duchy lub wydarzenia z nimi związane. Zazwyczaj nazywają nas po prostu medium albo twierdzą, że posiadamy szósty zmysł, natomiast ty potrafisz o wiele więcej. Twój wzrok zmienia się, kiedy widzisz jakieś wydarzenie. Dzięki temu złodzieje myśli nie mogą dokładnie zabrać ci wspomnień, jednak jak tylko zapragniesz, możesz za pomocą dotyku pokazywać go innym. Pamiętasz przypadkiem czy ktoś, kto cierpiał lub umierał, uwielbiał przy tobie przebywać?

Pierwsze co mi przyszło do głowy to mama, kiedy zachorowała. Nikt nie wiedział co to była za choroba. Strasznie cierpiała. Zawsze lubiła, kiedy obok niej leżałam. Twierdziła, że jestem jej lekiem na ból i cierpienie. Nie rozumiałam, dlaczego tak mówiła, jednak teraz staje się to dla mnie jasne.

- Tak, ale, jak to możliwe, że tak się dzieje? Żaden z moich rodziców tak nie potrafi.

- To nie jest dziedziczne. Można powiedzieć, że my nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy tak jakby stworzeni przez śmierć. Naszym głównym zadaniem powinno, być zabieranie dusz do czyśćca, jednak tak nie jest. My jedynie widzimy dusze, które błądzą, lecz nie możemy ich przeprowadzać między światami, tylko pomóc im się tam dostać. Jednak są wyjątki, którym jesteś ty. Potrafisz leczyć, niwelować i zabierać ból za pomocą dotyku, a nawet pokazywać innym co widzisz. Jednak ty nie potrafisz nad tym panować. Jak ty blokowałaś to przez taki długi czas? - zapytał zaciekawiony.

- Mój tata podawał mi lekarstwo. To pomagało i dzięki temu nikomu nie zrobiłam krzywdy.

- Czekaj jakiej krzywdy? Przecież my nie potrafimy zabijać, nawet kiedy próbujemy to na nic.

- Rodzice, jak byłam mała, nie dawali sobie nade mną rady. Raz nawet dziwnym trafem zniknęłam im z łóżeczka i znalazłam się na strychu. Gdyby nie mój płacz nigdy by mnie nie znaleźli. Od tego czasu zawsze spałam z nimi w pokoju.

Sama nie wiem, czemu otwarłam się przed nim i o wszystkim mówiłam mu bez żadnego zahamowania. Nawet nie zwróciłam uwagi, kiedy mówił nie „ty" tylko „my". Coś powodowało, że mówiłam mu wszystko. To było dziwne.

- Ale to nie jest możliwe. Nawet odmieńcy tacy jak ty nie potrafią tak, a wiedz, że spotkałem ich już wielu. Chyba że ty...

ROZDZIAŁ 10

Alison

- Ale co miałem widzieć? - zapytał zdziwiony chłopak.

- No tę dziewczynę. Biegła przez korytarz i poprosiła, abym jej pomogła — próbowałam wytłumaczyć chłopakowi, lecz on patrzył na mnie zdziwiony.

- Uspokój się. Mam lepszy pomysł — powiedział i chwycił moją twarz w dłonie.

Niespodziewanie znowu pojawiła się ta postać, było tak samo, jak przedtem, jednak twarz ducha była rozmazana. Kiedy całe wydarzenie dobiegło końca, wszystko było jak dawniej. Spojrzałam w oczy chłopaka, który przyglądał się uważnie mojej twarzy. Jego dłonie w dalszym ciągu spoczywały na moich policzkach, dzięki czemu czułam się bezpieczna. Jednak to było jedynie zwykłym wyobrażeniem. Nie mogłam być przy nim bezpieczna, gdyż on jest wilkołakiem, a ja... A ja sama nie wiem, kim do końca jestem.

Nagle chłopak się odsunął, zabierając dłonie z moich policzków.

- Co to było? - zapytałam zdziwiona.

- To tak jakby mój dar. Potrafię za pomocą dotyku wędrować po ludzkich wspomnieniach. Dzięki temu potrafię zobaczyć to, co widzieli i zapamiętali inni — odpowiedział spokojnie.

- To musi być naprawdę fajne — powiedziałam niepewna tego, czy powinnam z nim rozmawiać.

- Na początku takie nie było. Bałem się dotykać ludzi, bo nie chciałem widzieć tego, co inni, lecz nauczyłem się nad tym panować — powiedział, nie odrywając ode mnie wzroku, tak jakby chciał widzieć moją reakcję.

Chłopak uśmiechnął się. Odwzajemniłam go niepewnie, jednak mam nadzieję, że nie widział mojego zawahania się. Niespodziewanie chłopak przybliżył się do mnie. Przejechał palcami po moim policzku, zabierając z niego kosmyk moich brązowych włosów. Poczułam, jak ciepło rozchodzi powoli po moim ciele. Jego nadnaturalna temperatura ciała nie przeszkadzała mi w ogóle. Powoli przyzwyczajałam się do ich temperatury, gdyż Hank również ma wyższą temperaturę ciała, niż powinien. Nagle Lucas lekko pochylił się nade mną. Wydawało mi się, jakby chciałby mnie pocałować. Normalnie odsunęłabym się od niego, ale nie tym razem. Mimo że był wilkołakiem, nie czułam w tym momencie przed nim strachu. Nasze usta dzieliło jedynie parę centymetrów. Nagle zadzwonił dzwonek na przerwę. Chłopak przestraszony odskoczył do tyłu. Popatrzył przerażony dookoła. Uczniowie zaczęli wychodzić z klas. Chciałam spojrzeć na chłopaka, lecz jego już nie było.

Lucas

Spojrzałem na Alison. Wyglądała dzisiaj tak pięknie. Ucieszyłem się, kiedy przytuliła mnie na dworze, mimo że zrobiła to ze względu na tamtego gościa. Jednak nie mogłem być na nią wściekły. Uśmiechnąłem się do niej. Ona odwzajemniła go, mimo że przez chwilę widziałem w jej oczach niepewność. Poczułem, jak coś przyciąga mnie do niej. Pragnąłem jej. Wystarczyłby mi chociaż pocałunek, aby przez cały dzień być w dobrym humorze. Odgarnąłem z jej policzka niesforny kosmyk włosów. Nie sprzeciwiała się. Poczułem spokój płynący od niej. Nie mogłem się powstrzymać. Powoli zacząłem pochylać się nad nią, aby skraść jej, chociaż tego jednego buziaka. Nasze usta były coraz bliżej, gdy nagle zadzwonił dzwonek. Odskoczyłem od niej. Nie mogę jej pocałować. Nie mogę. Muszę trzymać się od niej z daleka. Nie mogę jej stracić. Przy mnie może stać się jej krzywda. Nie chcę, by zginęła jak Rose. To była moja wina. Moja głupota ją zabiła. Nie mogę pozwolić, aby teraz Alison się coś stało.

Uczniowie wychodzili z klas. Popatrzyłem przez chwilę na Alison. Była zdziwiona. Ruszyłem w tłum uczniów. Nie chciałem jej zostawić, ale musiałem coś załatwić. To nie mogło czekać. Ruszyłem w kierunku tylnego wyjścia. Kiedy znalazłem się na zewnątrz, ruszyłem biegiem w kierunku wierzb. Pomiędzy nimi zdjąłem ubrania i przemieniłem się w wilka. Byłem już spóźniony. Skierowałem się pośpiesznie w kierunku lasu. Zebranie rady nie mogło czekać. Zwoływana jest jedynie w nagłych przypadkach. A to był nagły przypadek. Wynikało na to, że właśnie dzięki Alison odkryjemy tajemnicę zniknięć, które mają miejsce w naszym mieście. Wbiegłem na polanę, oddaloną od miasteczka o jakieś pięć kilometrów. Wszyscy już byli. Brakowało tylko mnie.

- Dobrze, że już jesteś — powiedziała starsza kobieta, która już, od kiedy pamiętam, przewodziła zebraniami. Nikt nie wie, ile ona ma lat. Niektórzy mówią, że jej rodzina stworzyła Dark Hills jakieś dwieście lat temu. Stworzyli je specjalnie dla takich jak my, czyli wilkołaków. Mogliśmy tutaj żyć bez żadnych problemów, dopóki nie zaczęli ginąć mieszkańcy miasteczka.

Większość zgromadzonych była w swoich ludzkich postaciach, tylko ja zostałem w postaci wilka, może z tego powodu, że nie miałem zamiaru paradować nago przed radą.

- Zgromadziliśmy się tutaj, aby podyskutować na temat ostatnich wydarzeń, które zaczęły się dziać za sprawą młodej dziewczyny, która niedawno przybyła do naszego miasteczka. Wydarzenia, które już od dłuższego czasu nawiedzały Dark Hills, zaczęły znajdować wyjaśnienie, a z tego, co wynika, sprawcą jest mężczyzna, który jest żądny krwi. Teraz nasuwa się pytanie, kto odważył się tak postąpić i zabijać młode kobiety — zaczęła staruszka.

- Lucas, czy Alison mówiła ci coś o tym, co widziała — zapytał pan Jonas.

Był to stary mężczyzna, który mieszkał tutaj od urodzenia. Dowodził wieloma watahami, lecz gdy wybiły mu setne urodziny, przeszedł na emeryturę, a panowanie nad jego watahą przejął jego syn.

- Zbyt wiele mi nie mówiła, ale zauważyłem, że w jej pamięci nigdy nie pokazuje się ta sama osoba, na dodatek coś blokuje mi jej umysł, przez co twarze są rozmazane — odpowiedziałem za pomocą umysłu.

Jako wilkołaki mamy tak jakby połączenie. Możemy należeć do innych watach, lecz to nam nie przeszkadza w komunikacji umysłowej. Dzięki temu, nawet kiedy jesteśmy w zwierzęcej postaci, możemy komunikować się z innymi osobnikami, którzy są aktualnie w postaci ludzkiej.

- Nie dobrze, a czy ona potrafi panować nad tym, co potrafi ? - zapytał ponownie mężczyzna.

- Nie za bardzo, wszystko dzieje się w różnych momentach. Nigdy nie wiadomo, kiedy kogoś lub coś spotka — odparłem.

Zapadła cisza. Nikt nic nie mówił. Jedynie najstarsi popatrzyli na siebie.

- Postanowiliśmy, że sprowadzimy do miasta kuzyna Lucasa, Andy'ego. On ponoć potrafi widzieć duchy. Może pomóc w rozwiązaniu zagadki — powiedziała po chwili przewodnicząca.

Nie odzywałem się, ale za bardzo nie podobał mi się ten pomysł.

Nie za bardzo lubiłem Andrewa, natomiast moja mama bardzo go ubóstwiała. Kiedy zebranie dobiegło końca, wróciłem pospieszne do szkoły. Nie chciałem, aby ominął mnie wf. Jest on moją ostatnią dzisiejszą lekcją. W pobliżu wierzb przemieniłem się z powrotem w człowieka. Ubrałem się i od razu ruszyłem na salę gimnastyczną. Na korytarzu spotkałem Alexa. Siedział z Alice na ławeczce, rozmawiając. Kiedy mnie zobaczyli ucichli.

- Co powiedziała rada? - zapytał po chwili brat.

- Sprowadzą do miasta Andy'ego — odpowiedziałem bez przekonania.

- No nie, a on tu jeszcze po co — powiedziała oburzona Alice.

Nie tylko ja za nim nie przepadałem. Kiedy przyjeżdża do miasta, zaczyna wszystko stawiać do góry nogami. Mama uważa, że mamy go zrozumieć. Nie łatwo jest tak młodemu chłopakowi panować nad szóstym zmysłem, jakim jest widzenie zmarłych. Tylko że on ma prawie dwadzieścia lat, a według mnie ten jego dar to zwykła fikcja.

ROZDZIAŁ 8

Alison

Promienie słońca musnęły moją twarz. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w swoim pokoju. Za wszelką cenę nie potrafiłam sobie przypomnieć, jak się w nim znalazłam. W ogóle nie mogę przypomnieć sobie, co się wczoraj wydarzyło. Kojarzyłam jedynie to, że pojechałam na imprezę z Hankiem, a później musiałam wrócić z niej z Lucasem. Usiadłam na łóżku i od razu tego pożałowałam. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Czułam się, jakby balowałam przez całą noc, pomimo że jeszcze nigdy nie sięgałam po żaden alkohol. Tatuś o to się postarał. Sam starał się nie sięgać po żadne napoje procentowe, dzięki czemu mnie też to nie kusiło.

Powoli wyszłam z pokoju, kierując się do kuchni. Gdy z trudem dotarłam na miejsce, gdyż ból utrudniał mi każdy ruch, zaczęłam szukać po szafkach pudełka z tabletkami na ból głowy. Wiedziałam, że gdzieś musiały tu być, tylko nie wiem gdzie. Nagle przerażony do kuchni wbiegł tata.

- Co ty robisz? - zapytał, zatrzymując się obok.

- Gdzie są tabletki? - zapytałam, dalej przeszukując szafki.

Tata podszedł do lodówki i zdjął z niej pleciony koszyczek. Wyjął z niego pudełko z aspiryną.

- Proszę — powiedział, podając mi pudełko.

- Dziękuję — odpowiedziałam i od razu rozpuściłam tabletki w szklance.

- Pamiętasz wczorajszy dzień? - zapytał, siadając na krześle przy stole.

- Szczerze mówiąc, zbyt dużo nie pamiętam. Ostatnie co zostało mi w głowie, to jak siedziałam w samochodzie obok Lucasa — odpowiedziałam, siadając naprzeciwko mężczyzny.

Zapadło głuche cisza. Spojrzałam na zegar. Była szósta rano. Powoli wstałam od stołu.

- Nie musisz iść dzisiaj do szkoły, jak nie chcesz — powiedział nagle tata.

- Szczerze mówiąc, z chęcią pójdę do szkoły. Może dowiem się, co mnie ominęło wczoraj — powiedziałam i wyszłam z kuchni, zostawiając mężczyznę samego.

Naszykowałam ubrania i poszłam do łazienki się odświeżyć. Gdy poczułam wodę na swoim ciele, od razu poczułam się lepiej. Ból głowy stopniowo ustępował. Wychodząc z wanny, ubrałam się w naszykowane ubrania oraz związałam włosy w koński ogon. Wróciłam do pokoju i zaczęłam szykować się do szkoły. Spojrzałam przez okno. Pogoda zapowiadała się ładnie, pomimo że powoli zbliżała się jesień. Gotowa zeszłam na dół zjeść śniadanie. Tata zaoferował, że mnie podwiezie do szkoły, gdyż wybiera się w tamtym kierunku.

Pożegnałam się z tatą i wysiadłam z samochodu przed trawnikiem szkoły. Wszyscy zachowywali się normalnie. Nikt nawet nie wspominał o żadnej imprezie. Wchodząc do szkoły, skierowałam się w kierunku klasy, w której miała się odbyć historia. O dziwo klasa była już otwarta. Nauczycielki nie było w sali, lecz kantorek był otwarty. Zapewne tam siedziała. Weszłam do sali i usiadłam w ostatniej ławce pod oknem. Zadzwonił dzwonek na lekcje. Od razu uczniowie zaczęli schodzić się do klasy. Większość osób nawet na mnie nie spojrzała. Nawet Nicole obok mnie nie usiadła. Do klasy zaczęli wchodzić uczniowie, ze starszej klasy. Zdziwiło mnie to gdyż była to klasa Lucasa. Chłopak usiadł obok Nicole, jakieś trzy ławki przede mną. Kiedy wszyscy uczniowie zajęli swoje miejsca, a drzwi zostały zamknięte, Pani Hall wyszła z kantorka. Okazało się, że nauczyciel chemii musiał załatwić jakąś ważną sprawę i poprosił o przypilnowanie uczniów, dopóki nie wróci.

Na lekcji nie robiliśmy zbyt wiele. Nauczyciela włączyła nam jakiś film o II wojnie światowej. Nie za bardzo mnie to nie interesowało. Spojrzałam przez okno. Za szkołą rosły piękne wierzby płaczące. Kiedy wiatr poruszał gałęziami, wyglądały one, jakby tańczyły. Nieoczekiwanie moim oczom ukazała się jakaś postać, która poruszała się pomiędzy długimi gałęziami drzew. Poruszała się zbyt szybko i nie mogłam się jej zbytnio przyjrzeć. Wtem przed sobą ujrzałam przerażającą twarz dziewczyny. Ubrane miała na sobie zniszczone ubrania. Jej długie, kruczoczarne włosy, niedbale opadały na ramiona. Ze strachu zaczęłam głośno krzyczeć, jednak upiór nie znikał, lecz zaczęła się bardziej przybliżać. Wstając z krzesła, zaczęłam się cofać. Straszna dziewczyna przeszła przez ścianę i znajdując się w sali, dalej zmierzała w moim kierunku. Moje serce biło jak oszalałe, a z każdą chwilą przyśpieszało jeszcze bardziej. Od zawsze bałam się duchów i nie za bardzo przepadałam za horrorami, ale zobaczyć je w prawdziwym życiu, było dla mnie za dużym przeżyciem. Nagle rękami poczułam za sobą ścianę. Nie miałam gdzie uciec. Napierając całym ciałem na ścianę, zaczęłam schodzić ciałem na dół, aż usiadłam na ziemi. Jednak postać się nie zatrzymała. Szła dalej.

Niespodziewanie poczułam, jak ktoś ściska moją dłoń, lecz ze strachu nie miałam odwagi zobaczyć kto to. Stwór nagle ukląkł na podłodze i przybliżył swoją twarz do mojej. Zamknęłam z przerażenia oczy. Nie mogłam na nią patrzeć. Wtem ono się odezwało.

- Pomścij ofiary, zbrodniarza wielkiego, nim zginie ludność świata całego — powiedziała szeptem.

Nieoczekiwanie poczułam dziwny chłód, który wniknął do mojego ciała. Przez moją głowę zaczęły przewlekać się przeróżne obrazy. Była na nich dziewczyna o czarnych włosach, nieco przypominająca zjawę, lecz ładniejsza. Dziewczyna była zawsze radosna. Miała wiele przyjaciół. Wraz z innymi dziewczynami wybrała się na jakąś imprezę. Nie wiedziałam dokładnie jaką. Był tam jakiś mężczyzna, który mógł mieć około trzydziestki. Rozmawiali. W pewnym momencie dziewczyna wyszła z nim na dwór i siadła do samochodu. Mężczyzna zabrał ją do lasu. Brunetka szarpała się, lecz był on silniejszy. Płakała. Zgwałcił ją, a następnie poderżną jej gardło, zostawiając ciało pomiędzy drzewami, aby zwierzęta je zjadły.

Od razu przypomniałam sobie, co się wczoraj wydarzyło. Wszystko pamiętałam. Wilki na drodze, krzyk, który słyszałam i zwłoki wiszące w lesie. Również pamiętałam to, że Lucas i reszta chłopaków nie są zwykłymi ludźmi.

Zamrugałam. Obraz wrócił. Nie widziałam już żadnej zjawy. Obok mnie kucał Lucas, trzymając mnie kurczowo za dłoń. Wszyscy w klasie dziwnie się na mnie patrzyli...



Lucas



Strasznie nudziłem się na lekcji. Czy matka Stevena nie mogła włączyć czegoś ciekawszego? Nagle usłyszałem z tyłu klasy krzyk. Odwróciłem się. Była to Alison. Zachowywała się dziwnie. Szybko wstała z krzesła i zaczęła się przemieszczać w kierunku ściany.

- Co się dzieje? - zapytała zdziwiona Nicole.

- Sam nie wiem — odpowiedziałem dziewczynie.

Było widać, ze Alison się czegoś boi. Nikt normalny by się tak nie zachowywał, lecz ona nie była normalna. Miała jakiś dar, który to wszystko powodował. Wstałem pośpiesznie z krzesła i podbiegłem do siedzącej pod ścianą dziewczyny. Bez zastanowienia chwyciłem ją za rękę.

Wtem stało się coś dziwnego. Coś spowodowało, że zobaczyłem dziwną zjawę kierującą się w naszą stronę. Z każdą sekundą, była coraz bliżej. Nagle obraz zniknął. Ponownie widziałem rzeczywistość. Dziewczyna otworzyła oczy, lecz to nie były jej oczy. Były zupełnie czarne. Żadnego białka, jedynie pusta, kryjąca zło czerń

Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Tylko raz w życiu widziałem takie oczy. To nie wróży nic dobrego...